WYWIAD #14

Grzegorz Kupczyk - Darek Świtała ("Metal Hammer")

STUDIO RAPORT

Jeszcze w tym roku na rynek trafi kolejna płyta Grzegorza Kupczyka, mająca nosić tytuł "Demony Czasu". Ci, których rozczarowała poprzednia produkcja wokalisty — "W Imię Prawa" — tym razem nie powinni się czuć zawiedzeni. Nowy materiał Kupczyka, to świetne heavy-hardrockowe granie, które przypadnie do gustu wszystkim wielbicielom Whitesnake, Dio i Rainbow. Przyznam się, ze już po pierwszym przesłuchaniu tej płyty, stałem się jej gorącym zwolennikiem... O zbliżające! się premierze, ale też o tym, jak powstawał ten materiał, rozmawiałem z Grzegorzem...

MH: Jakiś czas temu, miałem okazję posłuchać dema twojej nowej płyty... Wiem. że ten materiał ukaże się sygnowany twoim nazwiskiem, a pod względem muzycznym jest to powrót do starego dobrego heavy... Czy nagranie takiej klasycznej płyty, było twoim zamierzeniem?

K: Wiesz, po wydaniu płyty “W Imię Prawa" nie wiedzieliśmy w którą stronę pójść - czy kontynuować to nowoczesne, wręcz industrialne granie jakie można było usłyszeć na “W Imię Prawa", czy może poszukać innego brzmienia... Ostatecznie zdecydowaliśmy, że będziemy po prostu tworzyć nową muzykę i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pewnego dnia Marihuana przyniosła fajny klawiszowy motyw, według którego powstał pierwszy utwór na nową płytę, później zatytułowany “Feniks"...

MH: Naprawdę wyśmienity numer, chyba najlepszy na twojej nowej płycie...

K: Tak... Naszym zdaniem, to faktycznie jeden z najlepszych utworów jakie udało nam się napisać. Zresztą historia tego numeru jest dość burzliwa - przez długi czas graliśmy go po prostu na próbach bez tekstu, tak na surowo. Kiedy jednak zorientowałem się że w Pile istnieje doskonałe studio pod nazwą “Q", a później jeszcze usłyszałem kilka rzeczy, które tam nagrały jakieś młode zespoły, postanowiłem, że spróbujemy tam zarejestrować nasz nowy numer... Szybko skrzyknęliśmy się z chłopakami, pojechaliśmy do Pity i nagraliśmy “Feniksa"... Tekst powstał więc spontanicznie, bardzo szybko, ale efekt końcowy był niesamowity. Kiedy usłyszeliśmy jak to zagrało - wzięliśmy się ostro do pracy nad nową płytą. Pracowaliśmy w ten sposób, że każdy z nas coś komponował, rejestrował jakiś motyw czy solo i odkładaliśmy to na półkę, z której później czerpaliśmy pomysły. Ostatecznie okazało się, że pierwsze dwa numery trudno było nagrać, ale potem zaskoczyliśmy samych siebie - muzyka po prostu leciała nam jak z rękawa. Niektóre utwory powstały wręcz na dosłownie jednej próbie, tylko po to by zaraz potem zostać zarejestrowane na płytę... Kiedy, na zakończenie sesji, posłuchaliśmy całości materiału, stwierdziliśmy, że wróciliśmy do korzeni, że owszem -jest w tym trochę nowoczesności, ale generalnie to muzyka przesiąknięta hardrockowo-metalową tradycją... Zresztą rozmawiałem ostatnio z kilkoma osobami i wspólnie stwierdziliśmy, że na świecie panuje taki trend - wraca się do klasyki, do muzycznych korzeni. Dlatego też, razem z moim zespołem postanowiliśmy, że nie będziemy niczego unowocześniać, że album ukaże się w takiej postaci, w jakiej uda nam się go nagrać. Będzie to więc bardzo spontaniczna, żywiołowa i zarazem prawdziwa. Mam świadomość, że nagrywając taki album, nikogo nie udajemy - gramy to, co lubimy. Muszę tutaj dodać, że pomysły dotyczące płyty, aranżacji i kolejności programu w dużej mierze są zasługą Marihuany. Jej wyczucie sytuacji i doświadczenie byty nieocenione.

MH: Powiem ci szczerze, że bardzo lubiłem twoją poprzednią płytę “W Imię Prawa", ale w rozmowach z przyjaciółmi często musiałem odpierać argumenty, że ten album brzmi zbyt nowocześnie, że taka muzyka nie pasuje do Grzegorza Kupczyka...

K: Ja również spotkałem się z takim twierdzeniem. Mam nawet kolegę w Warszawie, który zawsze dzieli się ze mną różnymi opiniami i pewnego dnia powiedział mi to, o czym wspomniałeś przed chwilą, że “W Imię Prawa" było świetną płytą, ale troszeczkę zbyt nowoczesną... Mam nadzieje, że mój nowy album spełni oczekiwania moich fanów, cieszę się że udało mi się nagrać album utrzymany w duchu najlepszej klasycznej tradycji. Ta płyta naprawdę nagrana jest prosto z serca i nie ma w tym żadnej ścierny... Wiesz, zdradzę ci, że podczas pracy nad “W Imię Prawa" byłem zafascynowany grupą White Zombie i trochę z klimatu tej muzyki przeniknęło do materiału, który wówczas napisałem. Nie wiem, czy dobrze że tak się stało czy źle, ale wydaje mi się, że udało mi się udowodnić, że będąc weteranem (śmiech) polskiej sceny metalowej, jestem w stanie nagrać nowoczesną płytę...

MH: Wielu twoich fanów pyta jak to jest;

grałeś ze swoim CETI, ale twoja poprzednia płyta ukazała się pod twoim nazwiskiem, mimo, że wewnątrz okładki znalazło się także logo CETI. Dla niektórych może to być trochę dziwne...

K: Sprawa wygląda tak, że generalnie jest to zespół CETI, tyle tylko, że nasz wydawca Tomek Dziubiński zasugerował mi, żebym firmował płyty swoim nazwiskiem. Zresztą nie jest to jakaś nowość, podobną propozycję otrzymałem już podczas nagrywania drugiej płyty zespołu CETI (“Lamiastrata" -przyp. D.Ś.) od Andrzeja Puczyńskiego. Wówczas strasznie się upierałem przy tym, żeby pozostawić nazwę CETI, i do końca nie wiem, czy ten mój upór miał wówczas jakieś słuszne podstawy, w każdym razie ta nazwa pozostała. W tej chwili CETI tworzą: gitarzysta Przemysław “Burza" Burzyński, Mucek na perkusji, Bartek Urbaniak na basie, Marihuana na keybordach no i oczywiście ja... Jak pewnie zauważyłeś, gdzie tylko mogę przemycam nazwę CETI, ale nowa płyta znów ukażę się pod moim nazwiskiem.

MH: Jeśli dobrze pamiętam, do studia w Pile weszliście w połowie maja...

K: Tak, to było jakoś w tym okresie. Przypomnę tylko, że numer “Feniks" nagraliśmy zaraz po moim jubileuszowym koncercie... Dokładnie 22 stycznia weszliśmy do studia, a pracę skończyliśmy trzy dni później.

MH: Z tego co wiem, ten numer od razu pojawił się w intenecie...

K: Tak, od razu wrzuciliśmy go do internetu... Zresztą Ty chyba byłeś jedną z pierwszych osób, która słyszała ten materiał. Co ciekawe - wersja internetowa “Feniksa" trochę różni się od tej, którą znasz z płyty, postanowiliśmy, że zgramy ten numer trochę inaczej, tak, żeby motyw klawiszy byt bardziej słyszalny. Pamiętam, że z tej pierwszej sesji wracałem z wysoką gorączką, byłem strasznie chory i mój głos nie brzmiał dobrze, dlatego ścieżkę wokalną do “Feniksa" nagrałem jeszcze raz podczas kolejnej sesji...

MH: Wiem, że zrealizowaliście także teledysk do tego utworu. Taki prosty, energetyczny obraz, bez żadnych pretensji...

K: Tak, dzięki uprzejmości telewizji GTV (Telewizja Gorzów) - udało nam się nakręcić klip do utworu “Feniks"... Wiesz, czasem chciałbym nakręcić coś takiego, że wszystkim szczęki opadną, ale z drugiej strony wydaje mi się, że jest taki moment, w którym mogę pokazać siebie takim, jakim jestem naprawdę. Ten teledysk pokazuje całą prawdę o mnie, na zasadzie: tak wygląda Kupczyk... tak wygląda sala w której gra próby i tak dalej. Chcieliśmy zrobić prawdziwy teledysk, bez bajerów, taką energetyczną prostą sprawę, która trafiałaby do przekonania i wydaje mi się, że nam się udało. Z drugiej strony rozumiem, że jeśli w teledysku pojawia się więcej bajerów, technicznych odjazdów, to trafia do większej widowni, ale moim zdaniem sytuacja, w której muzyka broni się sama jest bardziej komfortowa.

MH: Nie ukrywam, że ten teledysk kojarzy mi się z teledyskami Metalliki z okresu “...And Justice For Ali" i “Czarnego Albumu". Ma w sobie tę surowość, ale zarazem niesie ze sobą jakąś prawdę o zespole.

K: Zgadzam się...

MH: Twój nowy materiał sprawia wrażenie koncept-albu-mu; na płycie opowiedziana jest pewna historia (“Historia Zaginionej Oceanii"). Czy takie było Twoje zamierzenie - nagrać koncept album?

K: Tak, wiesz, ja zawsze chciałem nagrać taką płytę. Powiem ci nawet, że zatytułowałem tę płytę “Suita: Demony Czasu". Nie wiem, czy ten tytuł się utrzyma, ale tak go sobie wymyśliłem. Początkowo miałem nawet taki pomysł, aby zrobić jeden 20-30. minutowy numer, coś podobnego do tego, co robi na przykład Dream Theater. Stanęło jednak na tym, że napisaliśmy konkretne, oddzielne utwory, i dopiero w chwili kiedy zabrałem się za pisanie tekstów okazało się, że wychodzi mi to w ten sposób, że są one ze sobą w jakiś sposób powiązane, dlatego też ostatecznie postanowiłem opowiedzieć w nich pewną historię. Dziwnym zbiegiem okoliczności nagraliśmy te numery w takiej kolejności, że całość sprawia wrażenie pewnej ciągłości. Jedynym utworem, który niejako “włożyliśmy" pomiędzy nagrania, była “Kometa Halleya"...

MH: No właśnie, jeśli już jesteśmy przy tym utworze, to muszę ci powiedzieć że “Kometa Halleya" doskonale wpasowała się w twoją nową muzykę. Ani przez moment nie słychać, że ten utwór powstał prawie 15 lat temu...

K: Wiesz, ja też mam takie wrażenie, aczkolwiek miałem pewne wątpliwości odnośnie tego, jaki utwór Turbo wybrać na tę płytę. Poprzednio zrobiliśmy niezłą wersję “Sztucznego Oddychania" i zastanawialiśmy się, co można wybrać teraz. Pomyślałem, że może to być “Wybacz Wszystkim Wrogom", ale po namyśle doszedłem do wniosku, że tekst o podobnej tematyce już jest na płycie, dlatego zdecydowałem się na “Kometę Halleya", ponieważ akurat ta kometa była od zawsze postrzegana jako zwiastun zła.

MH: Kiedy możemy więc spodziewać się Twojej nowej płyty?

K: Ze wstępnych ustaleń z Metal Mind wynika, że album ukaże się w okolicach października. W tej chwili finalizujemy jeszcze sprawę okładki, której wstępny projekt już przedstawiłem, ale nad którym musi popracować jeszcze Graal. Kiedy tylko ta sprawa zostanie zamknięta - możecie spodziewać się mojej nowej płyty.

MH: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Darek Świtała

WSTECZ