WYWIAD #13

Grzegorz Kupczyk - przesłuchanie

The Beatles: The Beatles

Zrobiło na mnie wrażenie While My Guitar Gently Weeps, z solówka CIaptona, i wtedy zacząłem poszukiwać tej płyty... Długi czas nie kojarzyły mi się z nią takie rzeczy jak Ob-La-Di, Ob-La-Da... To było w okresie, kiedy zaczynałem interesować się rockiem. Gdy dziś słyszę Biały Album, to od razu widzę siebie przy radiu Stolica, bo takie miałem, i przy jakimś starym adapterze. Są to dwie płyty, ale ja miałem tylko jedna. Znalazłem ja - żeby było śmieszniej - na śmietniku, porysowana... l tak to się zaczęło u mnie z tym Białym Albumem. Dopiero niedawno kupiłem go sobie na kompaktach i wszystko odżyło. Naprawdę dobrze mi się tego słucha. Biały Album rzeczywiście robi na mnie takie czyste wrażenie, chociaż czuć tu też tę rewolucję w muzyce, Revolution 9.... Bungalow Bill usłyszałem po raz pierwszy z dźwiękowej pocztówki i od razu bardzo mi się spodobało, bo lubię w muzyce rockowej odrobinę lenistwa, taki zwis.

W późniejszych czasach i w innych zespołach - szczególnie w Deep Purple - było coś takiego. To lenistwo Coverdale'a... Nie wiem, czy to wynika z bluesowego zabarwienia, czy z czegoś innego... Beatlesów lubię za wszystko, bo w ich twórczości jest jak dla mnie wiele radości. Mam wrażenie, że naprawdę cieszyli się tym, co robią.

King Crimson: In Ihe Court Of The Crimson King

Cokolwiek bym nie powiedział - będzie to powtarzanie za kimś. Tyle już napisano i powiedziano o tej płycie... Pamiętam, że byłem zakochany w Epitafium. Z kolega siadałem u mnie w domu i chcieliśmy koniecznie opracować do tego funkcje, Kombinowaliśmy, jak to zrobić, jak zaśpiewać i skąd wziąć taki instrument - mellotron. W całości King Crimson mnie nudzi. Ta płyta jest dla mnie ich szczytowym osiągnięciem.

Deep Purple: Made In Japan

Potem już zaczęła się era mojej muzyki. Made In Japan: klimat koncertu, klimat gry Blackmore'a, Lorda, Paice'a, Glovera. l Gillan: dostałem zupełnego fioła, gdy usłyszałem, jak śpiewa finałowa część Strange Kind Of Woman. Albo instrumentalna, koncertowa część Dziecka w czasie. Te podgrywki organowe, ta solówka gitarowa. Jak teraz tego słucham, to nadal mnie ciarki przechodzą...

Jestem też pełen podziwu dla Paice'a. Ma mały zestaw, a gra takie rzeczy, że dziś bębniarz musiałby się sporo napocić.. W tamtych czasach nagrałem sobie oddzielnie jeden kanał, żeby posłuchać klawiszy, a potem drugi - z gitara... Do tej pory jestem w stanie zanucić niemal każdą solówkę z Made In Japan. Miałem 15,16 lat i właśnie po tej płycie marzyłem, żeby zaśpiewać jak Gillan. Uczyłem się tego falsetowego krzyku. Kiedyś wybrałem się na jakiś rajd z kolegami. Mieliśmy magnetofon, taśmy, w tym Strange Kind Of Woman. l w pewnym momencie założyłem się, że potrafię naśladować ten końcowy krzyk Gillana. Że potrafię krzyknąć tak samo długo... l wygrałem pliskę. Nie przeszkadza mi to już trochę archaiczne brzmienie. Dla mnie Made In Japan jest wzorcową płytą koncertową. Potem powstało wiele znakomitych, ale żadna nie ma tej atmosfery. Co jeszcze? Słuchając tego pierwszy raz, z jakiegoś obskurnego magnetofonu, miałem wrażenie, że wkrótce coś się zmieni w Purplach, No i sprawdziło się... Made In Japan było powodem mojego wejścia w hard rock. Ale zaraz zacząłem doszukiwać się klawiszy w zespołach hardrockowych. Jak były - to już było świetnie...

Close To The Edge było dla mnie kolejnym szokiem. Yes miał wówczas takie symfoniczne podejście do rocka, Z Yesem zetknąłem się po raz pierwszy na dyskotece, którą kiedyś prowadziłem w szkole, korzystając z magnetofonu. To był utwór Bramy delirium. Nie znałem wtedy angielskiego i miałem kłopoty, żeby go odszukać na płycie... A zaraz potem nagrałem sobie z radia Close To The Edge. Zabiły mnie te ich podziały rytmiczne, W tamtych czasach było to nienormalne, chore...

A jak jeszcze usłyszałem falsetowy wokal Andersena.., l to wykorzystywanie klawiszy, gitary w jakiś niezwykły sposób - wtedy absolutne nowatorstwo! Później już się trochę rozmyli, poszli w stronę komercji. Ale Close To The Edge jest rzeczywiście na krawędzi. Dalej już nikt nie miał odwagi się posunąć. 

Black Sabbath: Heaven and Hell

Słuchałem dużo Rainbow, l bardzo ich lubiłem z Dio. Odpowiadają mi mocne, męskie głosy. Dio to taki mały rycerzyk. Kiedy usłyszałem w radiu tytułowy utwór z Heaven And Hell, nie bardzo wiedziałem, co to jest. Ale zaraz dowiedziałem się od spikerki, że Dio przeszedł do Black Sabbath. l cała ta płyta zrobiła na mnie wrażenie przede wszystkim z powodu wokalisty - jak to zwykle ze mną bywa. Jest tu też jakby nowe brzmienie.

Black Sabbath, które bardzo lubię. Wiem, że większość ludzi woli Sabbath z Ozzym Osbourne'em. Jeśli o mnie chodzi, to są nagrania z Ozzym, które mi się podobają. Jednak Heaven And Hell ma lepsze plany dźwiękowe - tu słychać, że ludzie pracują nad brzmieniem. że już nastała nowa era nagrań.

Whitesnake: Whitesnake

To było dla mnie miłe zaskoczenie, wiążące się z moim idolem czyli Davidem Coverdale'em. Wspaniały jest klimat tej płyty.... Ja zawsze zwracam uwagę na klimat...

Coverdale śpiewa tu w nowy sposób. Teksty są głupawe, ale przecież nie o teksty tu chodzi. To idealne połączenie komercyjnego podejścia do muzyki i dobrego hard rocka.

Uwielbiam Davida Coverdale'a. To dżentelmen sceny, To nowa, bardzo ciekawa osobowość i interpretacja. Właśnie: interpretacja! Ta płyta jest świetna od strony wokalnej. Z kolei kiedy usłyszałem Burn. Lubię muzykę poważną i dlatego podobają mi się bachowskie wstawki na tej płycie. Tylko jeden utwór - to bolero na koniec - jest zupełna pomyłka. Gdy słucham Burn, to wyłączam odtwarzacz, zanim się to zacznie.

Zwariowałem, gdy usłyszałem Mistreated. Wspaniały jest ciężar tego utworu... Też szaleństwo.

Led Zeppelin: patrz niżej

Byłem wychowany na “dwójce". Whole Lotta Love, te poszumy... “Jedynkę" poznałem bardzo późno - chyba nie przesadzę, jak powiem, że w 75 roku, Przypadkiem trafiłem na Baby I'm Gonna leave You potem z kolegami szukaliśmy tej płyty. Zdobyliśmy ją w końcu i zaczęło się słuchanie, Odkrywanie tych wszystkich rzeczy. Na “jedynce" szczególnie podoba mi się ten nośnik bluesowy, Nie mogę powiedzieć, abym uwielbiał blues. Ale lubię, jak jest tak fajnie przemycony, ze smakiem... Na pierwszym Zepelaju jest to idealnie zrobione.

Jak się dowiedziałem, że było to w 30 godzin nagrane... Czyli weszli do studia, zagrali, a jak brzmi! Do dzisiaj podziwiam You Shook Me - rzeczywiście mnie tym zaszokowali. Plant wspaniale prowadzi dialog z gitara... Ale dla mnie “czwórka" jest najlepsza płyta. Gdy pierwszy raz usłyszałem Black Dog - jeszcze z pocztówki - to był wstrząs. Od razu chciałem się nauczyć tekstu. A zaraz potem jest na płycie Rock'n'Roll. Niby nic takiego, gdyby nie Bonham. Był - jak na mój gust - trochę dziwnym bębniarzem, ale strasznie mi się podobał.

Metallica: Metallica

Lubię tę płytę za powrót do korzeni. Za szacunek dla muzyki. Za samo brzmienie. Taka potęga, takie mięcho. Lubię za to, że Hetfield pokazał tu, iż - oprócz ryczenia - potrafi także śpiewać. Uważam tę płytę za najlepszą płytę metalową ostatnich 10 lat. Mnie taka Metallica najbardziej odpowiada... Zawsze, gdy zespół zrobi coś innego niż wcześniej, określa się to jako zdradę. Oczywiście, można grać tylko dla pewnych ludzi i być szczęśliwym, gdy na koncert przyjdzie 10 osób. Jednak moim zdaniem muzyka powinna być dla wszystkich.

Powinna wywoływać reakcję: Ja tego nie lubię, ale podoba mi się. Jak ta płyta.

Wysłuchał: wiek

WSTECZ