WYWIAD #12

Grzegorz Kupczyk - Szymek ("Rockmetal.pl") [7.8.2001]

Wywiad robiony metodą eksperymentalną poprzez wymianę e-maili.

Szymek (rockmetal.pl): Aktywnie tworzysz muzykę rockową od około dwudziestu lat. Przez ten czas śpiewałeś w Turbo, CETI, Non Iron. Domyślam się, że w chwili obecnej najwięcej łączy Cię z CETI, to Twój własny projekt muzyczny. Lecz gdybyś miał powiedzieć, który okres Twojej kariery przyniósł Ci najwięcej doświadczeń, to na który wskazałbyś zespól i dlaczego?

Grzegorz Kupczyk:: Na pewno Turbo, ponieważ tam zdobywałem pierwsze doświadczenia i "ostrogi". Tak jak w seksie najbardziej pamięta się tę pierwszą. Ale również CETI, ponieważ tam z kolei sam byłem zdany na siebie i będąc producentem, jak również człowiekiem odpowiedzialnym za nagrania, brzmienia itd., podejmowałem ogromne ryzyko. Niewielu ludzi wie, ile CETI nagrało płyt i jak ogromny jest wkład tego zespołu w muzykę rockowa. Zespól CETI będzie mi zawsze najbliższy, tutaj jestem we własnym domu, kocham tych ludzi za oddanie i lojalność, za to, że nie zawsze mieli z tego grania pieniądze, a jednak są ze mną. Teraz nagle okazuje się, że ludzie odkrywają wcześniejsze produkcje CETI i wykazują ogromne zainteresowanie tymi publikacjami, nawet zachodnie firmy zainteresowały się ostatnio płytą "Lamiastrata" i mam nadzieję, że ukaże się ona na CD nawet w Japonii. :)

Przejdźmy więc na początek do Turbo. Prawie każdy album inny. Teksty zawarte na "Dorosłych Dzieciach" wydają się trochę polityczne, jak na lata osiemdziesiąte (np. "Przegadane dni"). Potem, jednak zwrot ku fantazy ("Ostatni Wojownik"). I tak samo zmiany w muzyce, od rocka przez heavy, na thrashu kończąc. Czym spowodowana była taka ewolucja, raczej nie powodowała tego koniunktura na rynku muzycznym?

Koniunktura też maczała w tym palce, ale faktem jest, że każdy z nas interesował się ostrą muzyką hard rockową i naturalnym jest, że ludzie cskierowali się w drodze rozwoju ku nowocześniejszym nurtom rocka. "Dorosłe Dzieci" były polityczne w każdym swym fragmencie, tak miało być. Teksty pisał facet strasznie uprzedzony do komuny i dawał upust swoim fobiom. Od drugiej płyty zacząłem sam pisać teksty, a ponieważ zawsze interesowałem się tematyką SF i fantazy, to te dwa nurty zbiegły się ze sobą, tworząc to co wszyscy znamy.

Jak bardzo wobec tego podczas wykonywania utworu zwracasz uwagę na treść, jaką prezentuje? Czy inaczej czujesz się wyśpiewując np. "Jaki był ten dzień", niż gdy śpiewasz "Ostatniego Wojownika"? Chodzi o to, czy emocje, które towarzysza śpiewaniu, zależne są w Twoim przypadku od treści czy tylko od melodii?

Powiem Ci, że w zasadzie emocje są takie same - w zależności od stopnia adrenaliny. Bo może być tak, jak np. na trasie z Vaderem, że publika kupowała wszystkie kawałki Turbo i gdy zaśpiewałem na kolejny bis "Jaki był..." a'capella, to ludzie aż wyli ten kawałek tak, że cierpła skóra. Raczej nie zależy to od tekstu, a od aranżu utworu, od zaangażowania i od odbioru. Trudno to sprecyzować, ale tak naprawdę to profesjonalista powinien wykonać każdy kawałek jak najlepiej, bez względu na tekst. Oczywiście bez przesady (nie rozmawiamy o tzw. glutach). :) A co do tekstów, to bardziej zwracam uwagę na tekst gdy go pisze niż później.

O Turbo jest znowu głośno od czasu Metalmanii w 99 roku. Wtedy to, można napisać, był nastąpił powrót. Dlaczego koncert Turbo był wtedy odtworzeniem koncertowej płyty sprzed ponad dziesięciu lat? Łącznie z zapowiedziami utworów, koncert był taki sam jak na albumie Turbo "A Live!". :)

Świetnie, że to zauważyłeś. :) Tak, istotnie był odzwierciedleniem koncertu zarejestrowanego na "A Live!". Było to celowe z mojej strony. Chciałem zarówno z sentymentu, jak i z premedytacją, :) powrócić choć na chwilkę do tamtych wspaniałych czasów, wspaniałych dla muzyki metalowej. A zapowiedzi miały za zadanie jeszcze bardziej przybliżyć tamte chwile. Poza tym, to były całkiem niezłe teksty skierowane do publiki.

"Brawo dla świątyni metalu i jego kapłanów." :) Sadzisz, że teraz jest zły czas dla kapłanów metalu? :) Teraz bardzo popularne są kapele takie jak Vader, Behemoth, generalnie skrajna "sieka". Vader po paru latach koncertowania poza granicami kraju, stał się gwiazdą również na rodzimej scenie. Jak myślisz, co może być przyczyna niepopularności muzyki metalowej, czy rockowej w ogóle w naszym kraju?

Na pewno polityka mediów, to pewne jak "amen" w pacierzu. :) Natomiast trzeba sobie szczerze powiedzieć, że muzyka ekstremalna nigdy nie będzie muzyką, która trafia do szerokiej publiczności. Nie ma chwytliwych refrenów, nie ma ładnych melodii. Jest muzyka buntu i oporu. Starsza (klasyczna) muzyka hard czy heavy miała więcej melodii. Taki status muzyki rockowej powoduje osłabienie i tak wątłej kondycji polskiego rocka. Celowo używam tutaj sformułowania "polskiego", ponieważ wszędzie na świecie jest miejsce na taką i na inną muzę - niestety w tym kraju... Dobrze, że ciągle są Kapłani Metalu w naszym kraju, nasza muzyka mimo zakazów i ograniczeń staje się religią nie tylko dla nich.

O jakich zakazach myślisz? Czy ktoś zakażał koncertu Turbo albo CETI? Czasem słyszymy o próbach odwołania festiwali, ale wydają się mało poważne, jak pikiety "wyzwolenia zwierząt". :)

Nieeee! No, to już jest zupełna bzdura! Jestem wielkim miłośnikiem zwierząt, podejrzewam, że ci z pikiety o wiele mniej maja szacunku i uczucia do zwierząt niż ja. Mam parę zwierzaków w domu i musze Ci się przyznać, ze żyjemy jak równy z równym. Z moją kotką na przykład jemy z jednego talerza, jeśli ona ma na to ochotę :) - SERIO!. A co do zakazów - owszem. Dla przykładu, niedawno odmówiono nam prezentacji naszego teledysku (Turbo) w Teleexpressie, ponieważ (jak powiedział Hirek Wrona - powtarzam za Wojtkiem Hoffmannem) biuro polityczne stwierdziło, że nie wolno, bo to nie ta muzyka itd. Dalej, zespołowi CETI też stwarzano problemy, co prawda w dalszej przeszłości, ale jednak. W latach 80-tych zakazano prezentowania na antenie utworu "Sztuczne oddychanie" od słów "budzą mnie poranne lęki, budzi mnie poranny wzwód", zakazało wtedy biurko polityczne w redakcji PR III. Po latach kiedy ten utwór nagrałem z CETI, wydarzyło się to samo w programie "Brum". Gdy spytałem Pawła Zeitza "CZEMU"!? odpowiedział, że zakazał tego jakiś redakcyjny proboszcz...?!

Nieprawdopodobne... ...równocześnie w mediach w tym czasie karierę robiły chłamy w stylu "Mydełko fa", "Daj mi tę noc", "Straciłam cnotę". Dlaczego więc takie teksty przy innych dźwiękach mogły się sprzedać? W innych redakcjach nie było proboszcza? :)

Raczej byli. :) Tyle, że te wszystkie gluty są bardziej bezpieczne. Nie są zaangażowane i nie mówią o prawdzie. A i to, co mówisz "przy innej muzyce", to bardzo istotna uwaga, muzyka rockowa zawsze była głośna i drapieżna, zaangażowana społecznie lub politycznie i do tego te twarde dźwięki...

Niezłe co? Najbardziej ostatnio podobała mi się szkoła, jaką ja i moi metalowi koledzy w Polsce otrzymali z rąk różnych ugrupowań politycznych i nie tylko. Myślę tu o koncercie Mansona. Teraz już doskonale wiemy, jak zrobić za darmo reklamę w mediach wszelkiej maści. :)) Za to naprawdę jestem wdzięczny i wyciągnę z tego wnioski na przyszłość. Nie wiem, ale myślę np. o podaniu do publicznej wiadomości, ze ożeniłem się z suczką Colie lub gwałcę regularnie pięcioletnie dziewczynki. :)) Tuż przed koncertami zrobi się taka zadyma, że publika będzie walić na koncerty setkami.

To niebawem możemy się spodziewać spalenia na stosie Grzegorza Kupczyka? :) Pewnie przyznasz, że takie prowokacje, jakie stosuje MM, tylko przynoszą szkodę muzyce. To prawda, że ludzie są głodni wrażeń, że to co zakazane najlepiej się sprzedaje. Czy jednak nie jest to dziecinada i zwykle danie "dupy", aby zarobić jak najwięcej? MM zarobi, a nurt rockowy będzie kojarzony jedynie z chorymi ekscesami. I tutaj właśnie wchodzi etyka. Głośno jest o łamaniu norm obyczajowych przez MM. Pewnie dlatego później trudno jest puścić teledysk w telewizji, czy zorganizować koncert przez polskie zespoły na rodzimej ziemi?

Masz wiele racji. Nie chcę zrzędzić, ale coś w tym jest. Najczęściej bywa tak, że we współczesnym tzw. biznesie muzycznym sama muzyka nie wystarczy, bo po prostu jest "cienka", trzeba więc zrobić parę zadym, żeby przykuć uwagę. Potem są tego skutki. Każdy niech będzie sobą, ale najczęściej po prostu muzycy świrują, a szczególnie młode kapele, które jeszcze nic nie osiągnęły (najwyżej płytka czy demo), a już chodzą z głowa w chmurach i wariują, bo myślą, że tak trzeba - BZDURA! A co do etyki, niestety - przykład idzie z góry...

Napisałeś, żeby każdy był sobą. Jesteś bardzo charyzmatyczną postacią na polskiej scenie. Czy kiedykolwiek bałeś się wyjścia na scenę. Może zdarzyła Ci się tak drętwa publika, że nie dało rady jej w żaden sposób zachęcić do zabawy?

Jasne, że tak. :) Teraz to się nie zdarza. :) Ale kiedyś oczywiście, że miałem pierdla. Zresztą uważam, że artysta, który wychodzi na scenę i nie ma choćby odrobiny tremy, popada w rutynę i szybko zbliża się do końca swojej kariery. Nie myślę tu oczywiście o tremie paraliżującej strachem, ale o tremie mobilizującej, takiej, która jest pomocna. Kiedyś zdarzyła mi się publika, której w żaden sposób nie mogłem rozkręcić. To było w Andrychowie. Wtedy, po kilku próbach rozbawienia lub (jak kto woli) dotarcia do nich, powiedziałem "wiecie co, umówmy się tak - wy do domu i my do domu". To był rok 1983 i strasznie ówczesny manago był na mnie wściekły za ten tekst, Ja, młody szczyl, byłem przerażony, że mój menedżer mnie opieprza. Teraz miąłbym to w dupie. Sytuacja była o tyle trudna, że oni nawet nie oddychali głośno, można było w sali usłyszeć przejeżdżająca furmankę, cos niesamowitego. :)

Artysta nie może być rzemieślnikiem. Jak myślisz, dlaczego jednak niektórzy popadają w rutynę? Co jest przyczyna, znużenie?

Myślę, że to zbytnia pewność siebie. Czy znużenie... hmmm, może też, ale gdy to następuje, to koniec. Wtedy artysta powinien wziąć "urlop".

Sam nie miałeś nigdy takiej potrzeby?

Stanowczo nie. Nawet w okresie kiedy zaniemogłem zdrowotnie (trochę się przepracowałem i zaczynałem tracić glos), aktywnie występowałem i nawet zagorzali fani lub wrogowie nie zorientowali się, że jestem chory. Było to w latach 1995-97. Nigdy nie miałem takiej potrzeby. Muzyka jest dla mnie wszystkim i nie są to slogany. Bez tlenu nie da się oddychać, a podstawą składu powietrza dla mnie jest muzyka.

Muzyka jest istotą Twojego życia. Jeśli, któreś z Twoich dzieci zechciałoby pójść podobną drogą muzyka rockowego, to dopingowałbyś, czy raczej odradzał podjęcia takiej decyzji?

Stanowczo dopingował... Zresztą mój syn Andrzej, ten sam który redaguje stronkę CETI (kupczyk.rockmetal.pl), ostro ćwiczy na bębnach i wyrasta z niego rasowy pałker. Niedawno nawet kupiłem mu beczki i teraz jest jeszcze lepiej. Córka Sylvia też próbowała śpiewać, nawet chodziła do szkoły muzycznej, ale studia pochłonęły ją poważnie i zabrakło czasu. Może później jeszcze raz spróbuje.

Widzę, ze masz taka nadzieję. A Ty sam w młodości myślałeś o karierze muzycznej, czy standardowo jak większość chłopców marzyłeś o zawodzie z zestawu: strażak/ pilot/ żołnierz?

Uśmiejesz się... Chciałem wywozić śmieci śmieciarką, to było moje największe marzenie, nawet miałem pożyczoną śmieciarówę i jeździłem po całej chacie - syczałem, gwizdałem, warczałem. Ha! Miałem wtedy może sześć lat, może mniej. Potem usłyszałem Beatlesów i już cos drżało. Słuchałem tego, co wtedy grano: Santorka, Gniatkowski, Wojnicki. Potem Rodowicz, Sipina itd,itd. Dużo lat upłynęło, kiedy do radia zaczęły trafiać nagrania Czelentano czy Shockig Blue. A już w ogóle trudno tu mówić o Purplach czy Zeppach! Ale faktem jest, że wtedy, gdy usłyszałem Floydow, The GUN, Zeppow, Sabbathow itd., to był koniec. Stawałem przed lustrem z łyżką i udawałem, że śpiewam i że jestem na scenie. Strasznie śmieszne, ale tak było i to z pewnością nie tylko ze mną. Myślę, że wielu nie chce przyznać się do tego. Był też okres, w którym chciałem być lotnikiem! To już w ogóle strasznie głupie, przecież ja mam lęk wysokości! :)

:) To jak radzisz sobie na scenie, która ma kilka metrów wysokości, a poniżej dopiero publiczność?

Teraz nie jest tak źle. Pewne rzeczy umknęły i wyzbyłem się części tej fobii, ale kiedyś faktycznie stałem dość daleko od brzegu sceny.

Chyba nie chowałeś się w głębi tak, że nie było Cię widać? :)

No nie, :) aż tak źle nie było, ale starałem się tak zakombinować, żeby nikt się nie zorientował i chyba się udało, bo przez bardzo długi czas nawet Wojtas o tym nie wiedział.

Lato w pełni. Jak zazwyczaj spędzasz wolny czas podczas wakacji? Może jakieś egzotyczne podróże, czy tez koncertowanie?

Doraźne wyjazdy nad morze (uwielbiam plażę i szum morza), oprócz tego oczywiście koncerty.

Na plaży bywają ciekawe widoki? Zgrabne ciała... :)

Oj TAK! Wystarczy spojrzeć na teledysk CETI (dostępny na kupczyk.rockmetal.pl) "Holidays in Agrigento" i juz wszystko wiadomo. :)

:) Widzę, że nieźle sobie radzisz w Internecie. Od dawna dysonujesz dostępem do sieci? Jakie wrażenie na Tobie zrobił?

Jestem zachwycony! Wiele osiągnąłem dla siebie i CETI dzięki temu wynalazkowi. To fantastyczne, że mogę się łączyć z całym światem o każdej porze dnia i nocy. Często obserwuje glob ziemski z satelit. Mam subskrypcję z NASA i musze przyznać, że przy moich zainteresowaniach tematyka SF i Fantasy to prawdziwa gratka. Kompa mam od marca 2000, a stałe łącze mam od grudnia 2000, przez telekomunikacje bym prawie zbańczył.

Niektórzy straszą tym, że od Internetu można się uzależnić. Nie czujesz uzależnienia?

Zupełnie nie! Na samym początku byłem żądny wiedzy, strasznie ciekawy wszystkiego, potem bawiło mnie to, ze mając stałe łącze mogę bez ograniczeń buszować po całym świecie i poznawać mnóstwo niesamowitych rzeczy. Teraz zaglądam w Internet tylko wtedy, gdy odbieram lub wysyłam pocztę, lub gdy czegoś potrzebuje.

Widzę, że całkiem zdrowo podchodzisz do tego medium. :) Co chciałbyś na koniec dodać miłośnikom rocka i metalu, czytelnikom rockmetal.pl?

To co teraz powiem, może nie spodobać się wielu fanom metalu, ale zawsze byłem szczery i uczciwy wobec nich. Podzielę się więc z nimi pewna moją konkluzją. Zauważcie, ze całkowicie "siada" nasza metalowa scena, nikogo oprócz nas nie interesuje to, w jaki sposób żyją nasi muzycy rockowi, co się z nimi dzieje i w ogóle jaki jest ich los. Pomyślmy wiec co zrobić, aby mogli być traktowani co najmniej na równi z tymi zachodnimi. Nie pozwólmy na to, aby zespoły (często miernej klasy lub o przebrzmiałej sławie) panoszyły się tutaj jak u siebie. Owszem, niech czują się jak U NAS w domu, ale niech polscy muzycy czują się u nich podobnie. Jakoś nie słychać o oszałamiających sukcesach polskich rockersów w za naszymi granicami, nie myślę tutaj o wojażach naszych kapel po Zachodniej Europie, czy o wypadach za granice na festiwale itd. Myśłę o prawdziwym sukcesie, takim przez wielki "S", po którym polski rockman będzie mógł za wpływy z tytułu sukcesów odniesionych na zachodzie zamieszkać tam lub wrócić tu i żyć na przyzwoitym poziomie. Tam po prostu pewnych rzeczy się pilnuje, za dużo jest tam muzyków bez pracy i odpowiednie organizacje skutecznie blokują napływ kapel w te rejony, podtrzymując tym samym kondycję własnego rynku. Oczywiście, nasi tam grają, pokazują się i bez wątpienia podobają się, bo to są bardzo dobre bendy i co z tego? Dokładnie NIC - no, może trochę szpanu i radochy z wyjazdów, jakieś wywiady i torebka z sokiem pomarańczowym podczas press-tour pociągiem, bo wydawcy szkoda siana na porządny transport dla kapeli. Nie pozwólmy, aby polski muzyk musiał schodzić z chodnika np. w Warszawie tylko dlatego, że za chwilę przejdzie tamtędy Hetfield. Niejednokrotnie byłem świadkiem takich sytuacji, spowodowanej "lizaniem zachodniej dupy" przez polskich producentów. Zastanówmy się, czy na pewno dobrze, że z zachodu przyjeżdża do nas aż tyle tamtejszych gwiazd i dlaczego tak rzadko występują przed nimi polscy wykonawcy, dlaczego bardzo często tak źle brzmią?! Przecież są u siebie, grają dla was, dla swoich fanów! Potem mówimy i piszemy rożne straszne rzeczy o polskim rocku - jaki to słaby, jak kiepsko to i tamto brzmiało, co to komercha itd. (dyskusja na aluminium). Ja wiem, że szkoda kasy, ale czy nie warto dla utrzymania honoru polskiego muzyka płacić za koncert, niż cieszyć się z tego, że można wejść za darmo, czy zastanowiliście się nad tym, że wtedy wielu (jeśli nie wszyscy) grają za darmo byle się pokazać. Jak podejść do tematu "KOMERCHA", jeśli ten muzyk nie ma z czego żyć?! Ja na szczęście nie mam problemów finansowych, ale wiem, że wielu (bylibyście ciężko zdziwieni którzy) maja i to poważne, tylko dlatego, ze organizuje się sztuki "WSTEP WOLNY" rozpieprzając w ten sposób całkowicie nasz słaby, osamotniony rynek metalowy. Miejmy chociaż trochę honoru i szacunku dla własnego JA!

Dziękuje bardzo, za tę miłą miesięczną wymianę emali. :)

WSTECZ