WYWIAD #9 "Demony przeszłości"

Grzegorz Kupczyk - Darek Świtała ["Metal Hammer" 2000]

7 października rozpoczęła się pierwsza od lat koncertowa trasa Turbo, której gościem specjalnym jest Vader. Jestem ogromnie ciekaw (ponieważ piszę te słowa na początku października) co wyjdzie z tego, dość kontrowersyjnego, połączenia, czy heavymetalowa legenda Turbo sprosta brutalnej muzyce Vadera? Wierzę, że tak, bo kilkakrotnie widziałem te odrodzone Turbo w akcji. Dobrze się stało, że ten zespół się reaktywował, ale cieszy też fakt, że wokalista tej grupy; Grzegorz Kupczyk może pochwalić się swoją solową płytą. Tym bardziej, że jest to naprawdę świetny, heavyrockowy materiał. Z jednej strony to ukłon w stronę klasyki, z drugiej nowoczesne, rasowe brzmienie. "Demony Czasu" - bo tak nazywa się płyta Kupczyka, na pewno będzie jedną z moich płyt roku. Któregoś wieczoru zadzwoniłem do Grzegorza, by opowiedział mi więcej szczegółów na jej temat.

Jesteśmy tuż przed premierą Twojej najnowszej płyty “Demony Czasu". Jakie są Twoje oczekiwania związane z ukazaniem się tej płyty?

Przede wszystkim mam nadzieję, że starszym fanom Turbo, tym którzy słuchają nas od czasu “Kawalerii Szatana", ale również tym młodszym płyta spodoba się na tyle, że będę mógł powiedzieć z czystym sumieniem że album dobrze się sprzedał... Mam też nadzieję, że uda mi się wyruszyć także w jakieś seryjne koncerty. Do tej pory graliśmy sporadycznie, dwa trzy razy w miesiącu, ale mam nadzieję, że ten stan się zmieni i będziemy mogii wyruszyć w prawdziwą trasę koncertową. Wiesz, niekoniecznie musimy występować jako gwiazda wieczoru... Bardzo chcielibyśmy po prostu pokazać szerszej publiczności co i jak gramy. Chcielibyśmy pokazać na co nas stać. Pieniądze nie grają tutaj aż tak wielkiej roli...

Wydaje mi się że Twoje oczekiwania mogą się zrealizować, ponieważ polityka Metal Mind wobec rodzimych wykonawców polega na tym, że po każdej premierze, zespół ma okazję zagrać trasę koncertową po Polsce...

Uważam, że w przypadku “Demonów Czasu" nie musiałaby to być nawet regularna trasa. To mógłby być ciąg koncertów w kolejne weekendy. To w czasie weekendów ludzie mają przecież najwięcej czasu, i wtedy chodzą na koncerty...

Mam wrażenie, że w świadomości wielu ludzi grupy takie jak Turbo czy CETI od dawna nie istnieją już na polskiej scenie. Jak myślisz, czy koncertowa działalność Turbo a także fakt, że CETI od dwóch lat aktywnie działa, zmieni ten pogląd?

Wydaje mi się, że to o czym mówisz zależy przede wszystkim od samych zespołów, od ich determinacji, od chęci tego by dalej grać. Oczywiście sporo zależy też od wytwórni, ale główny ciężar odpowiedzialności spoczywa na barkach zespołów. Jeżeli chodzi o Turbo, wydaje mi się że jeśli pewne sprawy ze strony zespołu będą się toczyć w takim powolnym tempie jak dotychczas, to trudno przewidzieć co się wydarzy... Do firmy Metal Mind mam zaufanie, bo widzę co się w tej chwili w niej dzieje, ale Turbo moim zdaniem musi wykazać się większą determinacją. Natomiast jeśli chodzi o CETI, nie mam najmniejszych obaw związanych z jego determinacją, z chęcią grania, ponieważ mój zespół mi ufa, ja z kolei ufam mojemu zespołowi, a efekt tego jest jak najbardziej pozytywny.

Wiem. że przedstawiłeś firmie projekt okładki do “Demonów Czasu". Teraz pracuje nad nim Graal, by nadać mu jeszcze lepszy wymiar. Czy wiesz już jakie zmiany zostały wprowadzone do twojego projektu?

Muszę tutaj sprostować pewne sprawy; ja owszem, pracowałem nad projektem okładki do “Demonów...", ale na pewno nie poradziłbym sobie bez pomocy mojego siedemnastoletniego syna, który okazał się nieocenionym doradcą. Jeżeli chodzi o to, jaki będzie efekt końcowy pracy Graala, jeszcze nie wiem. Muszę się z nim spotkać i zasugerować mu pewne sprawy... Mam do Graala pełne zaufanie, ale wiesz jak to z muzykami bywa; kiedy przyłożą do czegoś swoją pieczątkę zawsze czują się zadowoleni (śmiech)...

Jeśli pozwolisz porozmawiamy trochę o historii... Czy pamiętasz jak doszło do powstania CETI?

Tak, chyba nie mógłbym tego zapomnieć, ponieważ jest to dość specyficzna data. Zespół zawiązał się dokładnie 12 października 1989 i jest to oficjalna data powstania zespołu CETI. Pamiętam ją też tak dokładnie ponieważ jest to także moja prywatna rocznica wejścia w związek z Marihuaną... CETI powstało w ten sposób, że oboje z Marią postanowiliśmy zrobić coś własnego. Byliśmy wówczas pod ogromnym wpływem Whitesnake i jego płyty “1987". Słuchając tego wymyśliliśmy sobie z Marią, że założymy zespół, który będzie grał taką właśnie muzykę, a ponieważ miał to być początkowo nasz poboczny projekt, to wymyśliliśmy sobie, że zaprosimy do niego osoby znane; Andrzeja Nowaka, Machela, kogoś z Wilczego Pająka, Andrzeja Łysowa... Pamiętam, że na początku ja grałem na gitarze basowej, Andrzej Łysów na gitarach, Marihuana na klawiszach... Pierwszy utwór jaki w ogóle powstał otrzymał potem tytuł “Bieg Straceńców", ale kiedy po pewnym czasie zaczęliśmy podsumowywać to co nam okazało się, że to taka fajna muza. Niedługo potem zaprosiłem do zespołu mojego dalszego kuzyna - Jacka Jabłońskiego, który usiadł za perkusją...

Na pierwszej płycie CETI pojawił się też specjalny gość...

Tak. Udało mi się zaprosić do studia Czesława Niemena, który jest moim absolutnym idolem... Uważam, że z twórczości Niemena należy czerpać więcej niż się komukolwiek wydaje, ale to już inna historia. Kiedy zrealizowaliśmy pierwsze nagrania zaprosiliśmy do CETI jednego z moich uczniów z Pałacu Kultury w Poznaniu; Macieja Przybylskiego, który pozostał w szeregach CETI aż do płyty “Rasizm"...

Którą z płyt nagranych z CETI uważasz za najważniejszą?

Na pewno pierwszą (“Czarna Róża" - przyp. D.Ś.), ale tak naprawdę dopiero “Lamiastrata" była dużym przełomem w historii CETI. Ta płyta sprawiła, że ludzie zaczęli nas słuchać... Do dzisiaj ogromnie żałuję, że nie mogłem tej płyty wydać na kompakcie, ona ukazała się wyłącznie na kasecie i do dzisiaj nie była wznawiana, a od wielu osób słyszę, że ten album bardzo im się podobał. Przyznają się do tego na przykład chłopaki z Aiona, ale też na przykład mój obecny gitarzysta Przemek Burzyński, który ten materiał usłyszał po raz pierwszy w Jarocinie w 1992 roku. Najbardziej kocham jednak dwie ostatnie płyty, które zrobiłem dla Metal Mindu, wtedy w zespole zdarzyło się coś bardzo świeżego, coś specjalnego. Myślę że jest to zasługą ludzi którzy się pojawili w zespole - Bartka Urbaniaka i Przemka Burzyńskiego, którzy doskonale zrozumieli się z Marihuaną i z Muckiem. Zresztą Przemek Burzyński okazał się być nie tylko świetnym gitarzystą, ale także zdolnym kompozytorem; skomponował dużą część materiału z “Demonów Czasu".

Jak oceniasz współczesną polską scenę heavymetalowa?

Wiesz, ja mam taką audycję w Radiu Merkury, która nazywa się “Super Mix", w której puszczam demówki polskich zespołów i dlatego jestem z tym na bieżąco. Tutaj zresztą gorący apel do zespołów z całej Polski, żeby przysyłały do mnie demówki - na pewno wyemituję je na antenie. A wracając do tematu - dociera do mnie mnóstwo fantastycznych demówek z całego kraju, i jest to zasługa po pierwsze, zdolnych młodych muzyków, a po drugie, studiów nagraniowych... Na szczęście monopol na nagrywanie muzyki skończył się i powstało mnóstwo nieprawdopodobnych miejsc, w których profesjonalnie można nagrywać muzykę... Przykładem choćby studio “Q" w Pile, w którym nagrałem moją nową płytę.

Na zakończenie chciałbym Cię zapytać, czy wyobrażasz sobie swoje życie bez muzyki?

Nie. Ja urodziłem się po to żeby śpiewać, żeby grać... Wiesz zanim zacząłem współpracę z Turbo, pracowałem bardzo ciężko. Pamiętam, że zawsze kiedy jechałem do pracy na szóstą rano autobus miał zamarznięte szyby siedziałem w tym Jelczu zmarznięty i niewyspany i powtarzałem sobie, że kiedyś nie będę musiał tak pracować... Ta moja determinacja okazała się tak wielka, że w końcu udało mi się przebić. Jestem wdzięczny zespołowi Turbo za to, że otwarł mi drogę do trochę innego świata, choć pewnie gdybym nie spotkał ich na swojej drodze też, prędzej czy później by mi się to udało...

WSTECZ