WYWIAD #6 "Grzegorz Kupczyk - powrót starej gwardii"

Grzegorz Kupczyk - Jarosław Szubrycht ["Thrash'em All" 8/2000]

Jeżeli komuś z was trzeba tego człowieka przedstawiać, to chyba pomylił magazyny. Grzegorz Kupczyk, wokalista legendarnej formacji TURBO i artysta solowy, śpiewa w naszym kraju heavy metal dłużej niż część z was chodzi po tym świecie. Ani myśli jednak ustąpić młodszym krzykaczom, odpowiadając ciągle na nowe wyzwania, realizując nowe projekty. Niniejszy wywiad powstał głównie po to, by przybliżyć wam najnowsze dzieło Grzegorza - album "Demony czasu". Nie mogłem jednak powstrzymać się od poruszenia i innych tematów. Zapraszam do lektury.

Czy to twój pierwszy wywiad dla Thrash'em all?

Drugi. Pierwszego udzieliłem w okresie, kiedy rozstawałem się z TURBO, a więc gdzieś w 1989 roku.

Szmat czasu. Warto więc byłoby przypomnieć czytelnikom o co wówczas poszło...

Był to czas, kiedy w zespole TURBO za bardzo zaczęły się liczyć pieniądze. Poza tym pojawiły się różnice zdań co do tego, w jaki sposób powinniśmy grać i co powinniśmy grać. Ja uważałem, że powinniśmy kontynuować kierunek wyznaczony na "Kawalerii szatana", ale pozostali chłopcy w zespole trochę się zagubili. Opuścił nas wtedy Bogusz Rutkiewicz, a doszedł Lica i zaczęły się jakieś dziwne, chore układy. Nagraliśmy "Epidemie". Płytę świetną warsztatowo, ale nie do końca płytę TURBO. Zawsze mówimy, że “Epidemie" powinny być pierwszą płytą zespołu ACID DRINKERS. Uważałem, że TURBO zatraca własną tożsamość, nie bardzo wiedziałem co się dzieje, więc zdecydowałem się na opuszczenie zespołu. W tym samym momencie podobną decyzję podjął Andrzej Łysów i rozpoczęliśmy razem działalność z nową kapelą, która nazywała się CETI.

Musiały być jednak momenty w karierze TURBO, które wspominasz ciepło?

Na pewno jednym z najpiękniejszych momentów była chwila, kiedy po przesłuchaniach dowiedziałem się, że zostałem przyjęty do TURBO i kiedy rozpoczęliśmy wspólną pracę nad albumem “Dorosłe dzieci". Potem bywało różnie. Graliśmy mnóstwo koncertów, czasami po 55 miesięcznie, dwa lub trzy dziennie i to były wyjątkowe chwile... Jeden z najlepszych okresów, jeżeli chodzi o przyjaźń między nami i zdrowe podejście do tego co robimy, to również lata 1985-87, czyli czas kiedy powstawała “Kawaleria szatana".

Jacy wokaliści mieli na ciebie wówczas największy wpływ?

Najczęściej padało porównanie do Bruce'a Dickinsona, pewnie również ze względu na muzykę, którą wykonywało TURBO... Jako że jestem ze starej gwardii, bo urodziłem się w 1958 roku, przeszedłem etap słuchania różnej muzyki. Najpierw zachwycałem się twórczością THE BEATLES i THE SHADOWS. Potem usłyszałem "Whole Lotta Love" LED ZEPPELIN - od połowy, a więc od tej zadymy, od tych hałasów. Miałem wtedy pierwszy polski magnetofon kasetowy M K-121 i słuchałem tego bez przerwy! Gdzieś w 1974, może 75 usłyszałem DEEP PURPLE, już z Davidem Coverdalem. Zwariowałem! Wtedy największy wpływ na mnie na pewno mieli Plant, Gillian i Coverdale. Dopiero później, w latach 80. zachwyciłem się bez pamięci zespołem IRON MAIDEN, szczególnie płytą "The Number of the Beast" i wpływ Dickinsona na mnie był tak wielki, że dotyczył nie tylko samego śpiewania, ale również mojego sposobu ubierania się na scenę. Potem długo pracowałem nad tym, żeby się z tego wyzwolić i zachować własną osobowość. Dzięki Bogu, udało mi się.

Wróćmy do momentu, w którym razem z Andrzejem opuściliście TURBO. Powstała grupa CETI, która jednak niewiele miała wspólnego z “Kawalerią szatana"?

Było to spowodowane sytuacją, która nastąpiła wówczas w TURBO i psychiczną blokadą przed tym, co w TURBO robiłem. CETI było więc dla mnie rodzajem odskoczni, tak dalece byłem zniechęcony i zawiedziony tym, co się stało w TURBO. Chciałem sobie dać na jakiś czas spokój z ostrą muzyką. Pierwsza płyta CETI była powrotem do początków TURBO, na następnej już bardziej kombinowaliśmy. Ale bateria się ładowała i na ostatnich dwóch płytach, które zrobiłem z CETI - "W imię prawa" i "Demony czasu" - znów czuć ten niesamowity prąd. Wszedłem na tor kontynuacji tego, co robiło TURBO w swoim najlepszym okresie.

Mówisz, że "Demony czasu" to płyta CETI, a jednak w sprzedaży znalazła się ona jako solowy materiał Grzegorza Kupczyka...

Na życzenie Tomka Dziubińskiego, mojego wydawcy, od albumu "W imię prawa" płyty CETI firmowane są moim nazwiskiem, ale na okładce "Demony czasu" znajdzie się również nazwa CETI. W każdym razie wciąż towarzyszy mi ten sam zespół, tyle, że skład się nieco zmienił. CETI to oprócz mnie Przemek Burzyński (gitara). Marihuana (klawisze, wokal, wokalizy). B. Urbaniak (bas) i Mucek (perkusja).

Na pewno wymagania wydawcy nie wzięły się znikąd. Jak myślisz, dlaczego CETI nigdy nawet w połowie nie stało tak popularne jak Turbo?

Nałożyły się na to różne sprawy. Po pierwsze nigdy nie złapałem menedżera czy producenta z sianem, który popchnąłby to wszystko. Od początku powstania CETI zajmowałem się tym wszystkim sam okres w którym powstało CETI nie był najłatwiejszym czasem dla rocka. Pamiętam, że jeszcze gdy śpiewałem w TURBO, na rynku zaczęło się coś pieprzyć. Poza tym mówiło się wtedy, że CETI to muzyka komercyjna, ale tak wcale nie było. Wtedy dość dobrze sprzedawały się zespoły o bezkompromisowym brzmieniu, a my poszliśmy na niepotrzebny kompromis... Potem, podczas nagrywania "W imię prawa" stwierdziłem, że grać dla wszystkich to znaczy grać dla nikogo i doszliśmy do wniosku, że lepiej zawęzić krąg potencjalnych słuchaczy, ale stworzyć płytę adresowaną do konkretnego odbiorcy. No i poza tym zarzucano mi, że sama nazwa zespołu CETI nie jest najszczęśliwsza. Być może...

Jak rozumiem, TURBO wróciło na dobre?

Najdalej w marcu przyszłego roku chcemy wydać płytę z TURBO, już w styczniu zamierzamy wejść do studia. Poza tym w planach są kolejne koncerty, bo przyjęcie które zgotowała nam publiczność na trasie z VADER było po prostu piękne. Zresztą VADER to świetni kumple i wspaniali ludzie. Trasa z nimi byt cudowna. Nie było czegoś takiego, żeby fani VADER wycofywali się z koncertów TURBO czy na odwrót. Pierwszy raz od wielu lat widziałem, że ta publiczność jest razem, że nie ma jakichś antagonizmów. To była wyjątkowa trasa i mam nadzieję, że jeszcze się powtórzy!

To co powiedziałeś, jest dla mnie interesujące z innego względu. Zawsze podkreślałeś, że twoje przesłanie jest pozytywne, chrześcijańskie - natomiast teksty VADER sytuują ich raczej po ciemnej stronie. Jak można było pogodzić coś takiego?

Mam taką swoją teorię... Spróbuj wyobrazić sobie elegancki stolik, na stoliku stoją dwa drinki z kruszonym lodem, a naprzeciwko siebie siedzą dwie postacie - biała i ciemna. Rozdzielają pomiędzy siebie bogactwa wszechświata. Nie może istnieć zło bez dobra i dobro bez zła, obydwie rzeczy muszą pozostawać w równowadze. Równowagą takich dwóch poglądów była właśnie trasa VADER i TURBO, gdzie nie dochodziło do żadnych rozbojów, nie było żadnych antagonizmów. Jedna i druga strona bawiły się doskonale przy muzyce obydwu zespołów... Wspomniałeś o moim przesłaniu. Powiem ci szczerze, że pisząc teksty na “Kawalerię szatana" nie zastanawiałem się nad tym. Dopiero po latach okazało się, że jest to pierwsza prawdziwa chrześcijańska płyta w tym kraju.

Porozmawiajmy o twoim najnowszym albumie. Podobno "Demony czasu" to suita?

Kiedy braliśmy się z zespołem za nowy materiał, chciałem zrobić jeden długi kawałek - suitę... jednak większość zespołu nie była co do tego przekonana. Poza tym mieliśmy wątpliwości, w jakim kierunku pójść. Czy w stronę industrialu, który dominuje na “W imię prawa", czy zrobić coś tak po prostu, od siebie? Stanęło na tym drugim i pomysły wysypywały się jak z rękawa. W studiu - a był to pomysł Marihuany - postanowiliśmy powiązać utwory ze sobą różnymi efektami dźwiękowymi i okazało się, że stanowią jedną całość. Nawet wbrew założeniom zrobiliśmy to, o czym myślałem pierwotnie i swobodnie można nazwać “Demony czasu" suitą. W ten sposób spełniłem swoje marzenie, szanując jednocześnie zdanie reszty zespołu.

Z tekstów "Demonów czasu" wyłania się dość ponury obraz ludzkiej kondycji, ale z promykiem nadziei na końcu...

Materiał ten nawiązuje trochę do "Kawalerii szatana", która również kończy się optymizmem. Muszę zaznaczyć, że warstwa tekstowa “Demonów czasu" to również wielka zasługa Przemka Burzyńskiego. którego kompozycje bardzo mnie inspirowały. Poza tym Przemek dołączył również do pisania tekstów. On jest na przykład autorem szkicu tekstu "Życie i kres", który napisał po stracie przyjaciela w wypadku samochodowym.

Do utworu "Feniks" nakręciliście wideo. Czy mógłbyś powiedzieć, czego możemy się spodziewać?

Wymyśliłem sobie, żeby zrobić wideo, które mogłoby znaleźć się na płycie. Mam przyjaciół w gorzowskiej telewizji, którzy pomogli mi taki klip zrealizować, praktycznie nieodpłatnie, test to czarno-biały klip, nakręcony po prostu w naszej sali prób. Ktoś mógłby powiedzieć, że zrobiliśmy tak, bo nie mieliśmy pieniędzy. Nieprawda, pieniądze były, ale wyszliśmy z założenia, że dobrze byłoby przy tak dobrym numerze jak "Feniks" pokazać, jaki ten zespół jest naprawdę. Zwyczajni ludzie w swojej sali prób, grający to co lubią.

Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Wojtkiem Hoffmannem, który opowiedział mi o pomyśle jubileuszowego koncertu TURBO z orkiestrą symfoniczną. Czy to wciąż aktualne?

Chciałbym, żeby to doszło do skutku. Byłoby to dla mnie, jako wykształconego wokalisty, bardzo interesujące wyzwanie. Nie ukrywam jednak, że jest to temat bardzo trudny i drogi. Koszty rosną w postępie geometrycznym - muzycy, obsługa, opera, próby... To nie jest robota na miesiąc, ale minimum na pół roku. Wiem, że rozmowy są daleko posunięte, ale trudno mi powiedzieć, czy na pewno do tego koncertu dojdzie. Wolę powiedzieć, że bardzo chciałbym, aby tak się stało.

Powiedz coś w takim razie o swoich planach, które na pewno zostaną zrealizowane?

Najbliższe plany TURBO to parę kolejnych koncertów, podobno kolejna trasa. Przygotowujemy również materiał na nową płytę. Chciałbym również zagrać parę koncertów z CETI, promujących "Demony czasu". Poza tym poprosił mnie Jaś Musielak z NON IRON, żeby nagrać z nim kilka piosenek... Chciałbym też nagrać płytę, której roboczy tytuł brzmi “Pamiętniki". Będzie to album na którym zagrają różni muzycy, od Wojtka Hoffmana, poprzez AION i CETI, zawierający covery wykonawców na których uczyłem się śpiewać, a więc DEEP PURPLE, LED ZEPPELIN, BLACK SABBATH, URIAH HEEP, nawet niektórych polskich bandów Chcę zabrać się z utwory bardzo trudne, te z którymi nikt jeszcze w Polsce nie odważył się zmierzyć. Mam nadzieję, że jeśli "Pamiętniki" powstaną, wyda je Metat Mind, bo bardzo dobrze mi się z Tomkiem Dziubińskim pracuje.

Na koniec muszę zapytać o Thrash'em all Festiwal. Jak wspominasz pokoleniowe spotkanie klasyki polskiego metalu w postaci TURBO z gniewną i hałaśliwą młodą gwardią polskiej sceny?

Powiem ci, że to było bardzo fajne doświadczenie! Kiedy przyjechaliśmy do Olsztyna, podszedłem do bramy wejściowej, posłuchałem chwilę i mówię sobie: "Jasny gwint! Tam jest istny młyn, krew z uszu, miazga... Ciekawe jak nas przyjmie ta publiczność?" Okazało się, że było świetnie, naprawdę rewelacyjnie. Jak się okazało, była to zapowiedź tego, co czekało nas potem na trasie koncertowej z VADER. I za to chciałem publiczności, która była w Olsztynie i na całej naszej trasie podziękować!

WSTECZ