WYWIAD #5

Grzegorz Kupczyk - Marek Zaradniak [1999]

Słychać cię ostatnio nie tylko z płyt i radia, ale także z reklamy jednego z browarów. Dlaczego dałeś się skusić na udział w reklamie?

Na pewno jest to sprawa pieniędzy. Poza tym nie ma się co oszukiwać, na rynku nie jest tak dobrze jakbyśmy sobie tego życzyli. Propozycja z Leżajska nie była pierwszą i chyba nie ostatnią w jakiej wziąłem udział. A ponieważ utwór „500 Miles" zespołu The Hooters był mi bardzo dobrze znany i odpowiadał mi brzmieniowo, nie widziałem powodu, żeby odmawiać. ..

Skoro mówisz, że można na tym nieźle zarobić, ile zarobiłeś?

Leżajsk zadowolony z nagrania postanowił zasponsorować mi wydanie mojego solowego kompaktu; Twój kompakt zawiera nie tylko pełną, polską wersję przeboju „500 Miles", ale i znaną od lat a pochodzącą jeszcze z czasów „Turbo", piosenkę „Dorosłe dzieci", śpiewaną tutaj także przez Grzegorza Skawińskiego, Grzegorza Stróżniaka i Małgorzatę Ostrowską.

Czyżbyś obawiał się, że to co robisz teraz, nie jest tak wartościowe?

Uważam, że te co robię teraz jest udane, ale „Dorosłe dzieci" odnosiły zawsze największe sukcesy i moi fani zawsze oczekują go na koncertach.

Skąd taki dobór wykonawców?

To moi przyjaciele. Ludzie, z którymi grałem. To sentymenty. Dziś zespoły konkurują ze sobą w niezdrowy sposób. My nie musieliśmy robić tego w ogóle. Swoistą konkurencją były listy przebojów.

Tytułowy utwór z twojego solowego krążka „Aksamitny sen" od czterech tygodni nie schodzi z pierwszych miejsc list przebojów. Lubisz się ścigać?

"Aksamitny sen" już miał swoje apogeum. Teraz ludzie głosują głównie na "500 Miles". Często zresztą zamiast tytułu piosenki mówią "Leżajsk proszę". Lubię się ścigać na listach przebojów. Na jezdni też, ale w rozsądnych ramach.

Czujesz się metalowcem?

Tak, ale przyjemniej jest mi nagrywać piosenki nie w stylu "Karuzela rozwesela", ale takie w stylu Gino Vanelliego. Taką płytę chciałbym nagrać. Czuję się też rock & rollowcem.

WSTECZ