"W imię prawa"

Filip Malinowski

"Metal Hammer"

"Tylko Rock"

"XL"

"Bravo"

"Rock&Roll"

Na początek małe wyjaśnienie. Należy się ono przede wszystkim tym, którym nazwisko Grzegorz Kupczyk z czymkolwiek się kojarzy. Ta płyta nie jest kontynuacją tego, co znamy z Turbo, a już w ogóle nie przypomina poprzednich dokonań grupy CETI, założonej przez Kupczyka po odejściu z Turbo. Dziwne to tym bardziej, że na dobrą sprawę "W imię prawa" jest płytą zespołu CETI, tyle że rozmaite, głównie pozamuzyczne względy zadecydowały o tym, że jest ona sygnowana nazwiskiem wokalisty. Na nowe, tym razem już nie hard rockowe, ale zdecydowanie metalowe, oblicze zespołu duży wpływ miało na pewno odmłodzenie składu. Mniej więcej trzy lata temu w zespole pojawili się gitarzysta Przemek "Burza" Burzyński (co ten człowiek wyprawia z gitarą, to się w pale nie mieści! :) i basista Bartek Urbaniak. Reszta składu - bez zmian. No i po prawie trzech latach ich wspólnego muzykowania, mamy wreszcie zwalającą z nóg (przynajmniej mnie) płytę "W imię prawa", wydaną przez Metal Mind.

Na okładce płyty - przekreślony czołg, wkomponowany w znak zakazu (pamiętacie "Ghostbusters"? To coś podobnego, tylko zamiast duszka - czołg), raczej prosta komputerowa grafika, ale ogólnie płyta wydana całkiem ładnie: sam krążek to picture disk, a wkładka do płyty rozwija się w plakat. Ale mniejsza o to, i tak najważniejsza jest muzyka. Płytę otwiera klawiszowe intro ("Głosy Wyklętych"), w całości dzieło Marihuany, no a później zaczyna się napierdalanka. Szufladkowicze będą mieli problem z zakwalifikowaniem muzyki, jaką obecnie gra zespół CETI. Najbliżej to chyba do thrashu... ale potraficie sobie wyobrazić klawisze np. w takim Slayerze czy Metallice (tej długowłosej oczywiście)? Albo żeńskie wokale w Sepulturze? Sporo też tu "elektroniki", wiadomo - komputery, te sprawy, w końcu mamy prawie XXI wiek i teraz to już właściwie normalka. Perkusja jest jak najbardziej prawdziwa, choć momentami (cały czas?) brzmi jak automat; za to pojawiają się sample, loopy, czy jak tam się to nazywa... Ale spokojnie. Chodzi raczej o dodatki niż przesadne udziwnianie. Np. wsamplowane okrzyki tłumu w traktującej o (pseudo) kibicach "Agresji", czy jęki i stękania w "Orgii" i "Koko dżambo". Ten ostatni kawałek o intrygującym tytule to wbrew pozorom nie przerobiony dyskotekowy (s)hit sprzed paru lat, ale jak najbardziej utwór zespołu CETI. Chociaż bez wątpienia jajcarski, no i trochę pastiszowy. Wystarczy wsłuchać się w tekst ("Z dystkoteki cię wyhaczam, twą głupotę ci wybaczam (...) Myślisz, że kocham cię, a ja tylko biorę ciebie (...) jajaje kokodżambo jajaje").

Najlepsze moim zdaniem kawałki na płycie to te najszybsze i najostrzejsze: "Schron", "Agresja" - fakt, że zaczyna się riffem, jakby żywcem ze Slayera, ale potem to już tylko i wyłącznie CETI, i jeszcze do tego b. fajnie wyśpiewany refren; no i absolutna perełka, najciekawszy moim zdaniem kawałek "Trychotomia" - bardzo oryginalny, trzyczęściowy utwór z "połamanym" rytmem i na dodatek świetnym tekstem (dotyczy m.in. b. aktualnego niestety tematu - wojny w Jugosławii). Wyróżnia się też utwór "In The Name Of Law", jedyny, oprócz covera Led Zeppelin "Four Sticks", zaśpiewany po angielsku. Pełno tu zmian tempa, znakomite wokale, ale w sumie obie cechy tyczą się właściwie całej płyty. Tak, to wymaga podkreślenia: tak świetnych i zróżnicowanych partii wokalnych nie uświadczycie chyba na żadnej innej polskiej płycie w tym gatunku! Także zwolennicy klasycznego heavy metalu powinni tu znaleźć coś dla siebie. Choćby zamykający album (bo ocenzurowanej wersji "Koko dżambo", nazwanej szumnie bonusem, nie biorę pod uwagę) utwór "Sztuczne Oddychanie" z repertuaru Turbo. To jego zupełnie nowa wersja, dłuższa i wzbogacona - moim zdaniem lepsza od wszystkich dotychczasowych, także tej, która właśnie ukazała się na zremasterowanej "Kawalerii Szatana". Szczególnie druga, najmocniej zmieniona część utworu, z klawiszowymi i gitarowymi pasażami, robi wrażenie.

Mógłbym długo o tej płycie pisać, zwłaszcza, że słuchałem jej już ze 100 razy (serio!). To, że aż dotąd mi się nie znudziła, chyba też o czymś świadczy. Tak, to, że płyta jest ciekawa i się nie nudzi, to chyba największa jej zaleta. Ma też dzięki temu spore szanse nie podzielić smutnego losu swoich poprzedniczek ("Czarna Róża", "Lamiastrata" czy "Rasizm"), które, choć całkiem niezłe (szczególnie pierwsze dwie), poniosły komercyjną klęskę. Miejmy tylko nadzieję, że doczeka się odpowiedniej promocji. Bo co z tego, że zespół nakręcił nawet teledysk (do utworu "Krzyżak"), skoro i tak pewnie nigdzie go nie zobaczymy. Takie nasze polskie realia. :(

Acha! Na koniec jeszcze jedno... prawie bym zapomniał. Uważajcie na "Szkło"! Może naprawdę pokaleczyć Wasze uszy! Jest potłuczone i porozrzucane po całym utworze perfidnie umieszczonym w samym środku płyty... ;)

Filip Malinowski


"(...) najważniejsze, że muzyka, która znalazła się na tym longplayu brzmi po prostu... światowo. Ciężkie rasowe brzmienia gitary, zawodowo nagrane bębny (brzmią totalnie), których nie powstydziłby się pewnie sam Ozzy Osbourne, a do tego ten dudniący w tle bas (...) wybornych klawiszy jest na tej płycie sporo i na pewno doskonale uzupełniają one klimat tej muzyki. Co innego teksty - powiedzmy sobie szczerze, że nie należą one do najlepszych w karierze naszego heavy metalowego weterana, jakim niewątpliwie jest Grzegorz Kupczyk. Ale dajmy temu spokój - przecież w tym wypadku dużo bardziej liczy się muzyka.(...) A muzyka - jak już napisałem - jest najwyższych lotów. (...) Burzyński i jego gra jest kolejną ozdobą tej płyty. Przemyślane, intrygujące gitarowe partie i nieprawdopodobne solówki (posłuchajcie "Orgii", "Agresji" i "Sztucznego Oddychania") mogą się podobać. (...) Legenda żyje i ma się dobrze!"

Darek Świtała ("Metal Hammer")


"(...) z utworu na utwór muzyka i wykonanie podobały mi się coraz bardziej. Smutne brzmienia keybordów, dzwony i chóry z Głosów Wyklętych nie zapowiadają nic nowego w stylu metalowym (...) dopiero w Koko Dżambo zaczyna się dziać coś naprawdę zaskakującego. Rytmy proste, niemal taneczne, głos rapowy... no i tekst o dyskotece... Hmmmm. Ale już podyskotekowa Orgia to szybki, hardrockowy czad z nieodłącznymi arabeskami. Do tego fajne zakręty w aranżacji i wybuchowa końcówka. Czyli bardzo udane przejście do "maszerującego" Galernika, który przenosi nas w bliższe black metalu rejony. Ta pasja do "klejenia" sąsiadujących ze sobą utworów naprawdę robi wrażenie. (...) Szkło to ciekawe momenty, przypominające zadymy w lokalach. Pomysł na samplowanie odgłosu bitego szkła i uczynienie z niego stałego pulsu, dowodzi wyobraźni i to niekoniecznie zmąconej wypitym trunkiem... W sumie można bez końca wyliczać udane pomysły z tego albumu. Chyba najbardziej przypadło mi do gustu Sztuczne Oddychanie a.d.'98. Czadowy, niemal punkowy riff, hardrockowy refren, świetny tekst i staranność aranżacyjna składają się na finał tej naprawdę dobrej płyty."

Krzysztof Celiński ("Tylko Rock")


"(...) W imię prawa powinna zaskoczyć fanów. Nie ma tu ani jednej kompozycji w stylu Turbo, ale też ani jednej, która nawiązywałaby do nagrań CETI i Non Iron. Kupczyk śladem Kata postanowił połączyć stare z najnowszym. Głos wokalisty jest aż nadto charakterystyczny, aby ktokolwiek miał wątpliwości, za to gitary Przemka Burzyńskiego i Bartka Urbaniaka brzmią zupełnie inaczej - bardziej thrashowo, gęściej, mocniej... Starsi fani mogą liczyć na kilka wręcz klasycznych solówek i to w utworach najmocniejszych, czego przykładem kompozycja Agresja."

Robert Szydlik ("XL")


"(...) Grzegorz jest przede wszystkim niezmiernie wierny swoim korzeniom, czyli tradycyjnemu metalowi. Jednak na tej płycie próbuje być też troche bardziej na czasie. Niestety z różnym skutkiem..."

"Bravo"


Muzyka się zmienia - to wiemy wszyscy. Hermetyczny kiedyś metal, wykształcił tak wiele gatunków, że we łbie się przewraca. No, ale jak by tego było mało, to wpada mi w ręce pomieszanie z poplątaniem (ale chyba w sensie pozytywnym) w postaci przedostatniego krążka CETI "W Imię Prawa".

A co tu jest? Wszystko to, do czego przyzwyczaił nas Grzesiek Kupczyk przez te wszystkie lata swojej scenicznej kariery. Powiem od razu - nie podoba mi się to, że ta płyta jest bardzo, ale to bardzo nowoczesna! To dla mnie minus, bo nie przepadam (ale ze mnie dyplomata!) za nowoczesnymi patentami w metalu. Ale nie będę wybrzydzał, bo na płycie sš też fajne numery. Na pierwszy ogień, po klimatycznym intrze, leci "Schron" (który chyba możecie sobie ściągnąć z R'n'R), rozpoczęty ciekawymi klimatami klawiszy. Numer jest bardzo dynamiczny, z ciekawym, podjeżdżającym orientem, zwolnieniem. Dalej wyróżniłbym "Koko Dżambo", ze względu na to, że wiem, jak wypada ten kawałek na koncertach. Zresztą numer jest zrobiony z jajem, co chyba widać ;) Drażni mnie tylko melodeklamowanie Kupczyka... Zdecydowanie lepiej wypada gdy śpiewa, lub tylko deklamuje, a nie stara się nawiązać (może nawet nie do końca specjalnie) do tego, co robi gówniarzeria w Stanach, która zna dwa akordy na krzyż. Na szczęście kawałek broni się na koncertach! Podobnie jest zresztą z "Orgią", tyle, że jest już tu więcej "kupczykowego" wokalu. Za to bardzo dobre wrażenie od samego początku wywarł na mnie "Galernik". Wolny, kroczący, przypomina mi jeden kawałek z "Rózy..." KAT. Ten numer ma klimat! Szkło... Hmmm... Na początku mała przesada, bo słychać fajny bluesowy fortepian, a potem wchodzi loop (sypiące się szkło i jakiś efekt "umcy-umcy"). Za to riffy są tu przednie! No i to solo razem z klawiszami - wyborne! Mówię Wam - atmosfera jak w barze mlecznym (np. słynnej studenckiej bywalni - "Misiu" ;) "Agresja" ma zajebisty riff, ale coś mi w niej nie pasuje... No, bo piosenka o agresji pseudokibiców... Może tylko się czepiam. Za to "Krzyżak" nie przemawia do mnie zupełnie... O.K., ma fajny refren i niektóre zagrywki Burzy... Ale co z tego? Jest toporny jak stado słoni w afrykańskim buszu! No, a jak już wszystko jest O.K., to w utworze tytułowym wyskakuje przetworzony wokal. Szkoda kawałka na takie eksperymenty! To po prostu nie pasuje! Numer orientalny, fajny, ale po prostu nie rozumiem, jak Grzesiek mógł wpaść na tak nietrafiony pomysł? Przecież gdy śpiewa bez żadnych efektów w refrenie, to jest po prostu rewelacyjnie... Ale zwrotki? Pomyłka... Naprawdę szkoda, bo byłby to bardzo mocny numer, a tak nieco blednie. Fajnie wypadł cover Led Zeppelin "Four Sticks". Zrobiony z jajami i pełnšą dozą wirtuozerii. I duże brawa! Do "Trychotomii" tez za bardzo nie ma się o co przyczepić... Tylko dlaczego, do cholery, później jest tak strasznie nowocześnie? A na koniec cover klasyka z repertuaru Turbo. No i "Sztuczne Oddychanie" jest chyba najfajniejszym, bo najmniej udziwnionym, kawałkiem z płyty.

Jest tak - płyta równa i w sumie niezła. Ale dlaczego musi być tak nowoczesna? Dużo robi też świetna gra Burzy, ale czasem to niestety ciut za mało. Niektórym kawałkom eksperymenty po prostu nie wyszły na zdrowie. A szkoda, bo wtedy byłaby to rewelacyjna płytka!

Duban ("Rock & Roll")

WSTECZ