"Shadow Of The Angel"

Heavy Metal Pages | brak inf. | Metal Centre | Hornanet | Metal Rulez

Metal Hammer | NBC | Interia.pl | Metal Heart | Impedent.pl

Pojawiła się niedawno na rynku nowa płyta zespołu CETI. Przyznam się szczerze, że ostatnie dokonania “przybocznego” zespołu Grzegorza Kupczyka trochę mnie zawiodły (“Demony Czasu” w mniejszym stopniu, zaś “W imię prawa” w większym). Sceptycznie podchodziłem więc do zapowiadanej już od wielu miesięcy płyty tej formacji. Czego możemy spodziewać się po tej najnowszej produkcji CETI – “Cień Anioła”? Płytą tą poznaniacy powrócili zdecydowanie do klimatów jakie prezentowali nam na osławionej już “Lamiastracie”. Nie jest to jednak powielanie tamtych patentów, lecz udany come-back do najlepszych czasów działalności zespołu. Wydaje mi się, że właśnie tego oczekiwali wszyscy po Turbo przy okazji nagrywania płyty “Awatar” – powrotu do “lat świetności” ( w przypadku Turbo powrót miałby nastąpić jednak do stylistyki “Kawalerii …”). Przejdźmy jednak do “Shadow Of The Angel”. Płytę możemy podzielić na dwie zasadnicze części (album w wersji anglojęzycznej oraz bonusy po polsku). Zacznijmy oczywiście od opisywania esencji albumu, czyli pierwszych 12 kompozycji. Stanowią one spójną całość, która wciąga i sprawia, że czas bardzo szybko i przyjemnie przepływa przy słuchaniu płyty. Niewątpliwie przemawia to zdecydowanie na korzyść tego wydawnictwa. Pod względem kompozycyjnym płyta prezentuje się znakomicie, utwory porażają prawdziwym heavy-metalowym ogniem. Nie można oczywiście zapomnieć o gościach, którzy wzięli udział w nagraniu tego albumu. W “Time To Fly” rewelacyjną solówkę zagrał Steve Adams z grupy Mirage, natomiast w “Falcon’s Fight” wokalnie udzielił się Peter z naszej eksportowej death-gwiazdy Vader. Duet Kupczyk-Peter wyszedł bardzo ciekawie. O zamieszczonych na końcu płyty polskojęzycznych bonusach można powiedzieć, iż rewelacyjnie puentują ten album. Uważam także, że to najciekawsze pozycje z “Shadow Of The Aniel” doczekały się swoich polskich odpowiedników. Szczególnie utwór tytułowy, “Wiem” oraz ballada “Ciało i Krew: zapadają w pamięć słuchacza. Z czystym sumieniem stawiam więc ocenę maksymalną.

Witek Olejniczak (Heavy Metal Pages kwiecień’03) – ocena 6/6

PS W utworze “Cień Anioła” zaraz po upływie 4 minuty można usłyszeć popis wokalny Kupczyka niczym z utworu Turbo “Ostatni Wojownik”. Widać, że pomimo upływu lat, forma Grześkowi nie opada. Słowa uznania!


Na płytę Grzegorza Kupczyka przyszło nam czekać niezbyt długo. ‘Demony Czasu’ zostały przyjęte dobrze, ale właściwie po początkowej fali pozytywnych opinii oraz reedycjach kultowej ‘Lamiastraty’ i “Extasy ‘93’ o krążku przycichło... I jedynie koncerty, które grało CETI pokazywały pazur nowszych nagrań zespołu.

Troszkę się obawiałem tego, jaka muzyka zagości na ‘Shadow...’. Dlaczego? Sam nie wiem! Ale już drugi na płycie ‘Treason’ rozwiał moje wątpliwości! Klimat solowych dokonań DIO, w refrenie pachnie mi trochę Budgie z okresu ‘Nightflight’, jednym słowem: SUPER! Na największe brawa zasługuje wokal Grześka, to dzięki niemu właśnie najwłaściwsze są skojarzenia z wielkim Ronnie’em; oraz solowe popisy Burzy. Już niejednokrotnie pisałem, że facet wie po co ma 6 strun... i robi z tego doskonały użytek!. Smaczku dodają bogate pasaże klawiszy Marihuany i sprawny sekcja Mucek-Urbaniak. Bardzo do gustu przypadł mi balladowy ‘Raining Dream’, który jakoś tak skojarzył mi się z ‘Miłość, Nienawiść, Śmierć’ oraz genialny ‘Falcon’s Flight’ (z gościnnym udziałem Petera z Vader), który słyszałem na koncercie jakiś czas temu. A na deser od początku do końca fortepianowy ‘The Body And The Blood’! Od razu wspomniałem ‘Master Of The Wind’ ;)

Ponadto, płyta oferuje 4 utwory z polskim wokalem - wypada równie wspaniale, jak ich anglojęzyczne interpretacje! Jak dla mnie, najnowszy album CETI jest kawałem solidnego, prawdziwego Heavy, którego już dawno nie dane było mi słyszeć w tak znakomitym wydaniu! Polecam!

Autor nieznany


Jest mi niezmiernie miło, że mogę o tej płycie coś napisać. I to super miłego. Z całym szacunkiem dla nazwisk i dorobku muzyków, przede wszystkim dlatego, że to bardzo dobra płyta. Próbowałem się już kilkakrotnie zabrać za opisanie tego, co zawiera ten krążek, ale za każdym razem jakoś myśli nie bardzo chciały napłynąć... Jakoś człowiek po przesłuchaniu odjeżdża w marzenia, nostalgie lub całkiem inne rejony wyobraźni.... Ja sobie np. przypomniałem czasy z początków lat 90-tych, kiedy mniej było tego blichtru na ulicy, choć wszystko jeszcze kostropate, biznesmeni w białych skarpetkach, tureckie swetry i jeansy, ale za to bardzo dużo fajnego metalu wokoło. Dziś o takie melodyjne granie jest trudno. Wyrobił się jeden nurt w oficjalnym obiegu, klony HammerFall, Iced Earth itp. A tu CETi doszła do głosu i pokazuje, że nadal w tym gatunku można grzebać i odkrywać... Tym bardziej, że udało im się to uformować po swojemu i tylko w dla siebie wyłącznie przypisanym stylu. Heavy metalowa CETi jest kapelą upastelowaną melodią, czasem grozą straszną... Słuchając metalu od kilkunastu lat, rzadko spotkałem się z taką płytą, tak jakoś przepełnioną tonami, które sprawiają wrażenie, że partytury ich pisało same życie. Zespojone są tu smaki metalu sprzed 20 lat wraz z najnowszymi osiągnięciami na tym polu. Brzmi to wszystko nowocześnie (nagrywano w studiu Art. Sound, Piła), więc miło jest usłyszeć, jak granie CETi może zabrzmieć po skorzystaniu z nowoczesnych technik studyjnych. I brzmi dobrze, choć po prawdzie obecnie co druga kapela dobrze brzmieć jest w stanie. To zależy wyłącznie od posiadanej na to gotówki. Niby tak, ale tu jest coś jeszcze…

Nowością jak dla mnie jest wykorzystanie głosu Marihuany, który nasuwa mi reminiscencje z wokalizami żeńskimi w black metalu, a'la Therion... Ale w tym wszystkim słychać po prostu metaliczność, wszelkie klangi, dotyk palców, delikatne dźwięki i ostre zagrywki, grane z żywych instrumentów, no, może oprócz klawiszy rzeczonej Marihuany. Grześ jak wino, wraz z biegiem lat doskonalił swój warsztat, by osiągnąć poziom w pełni świadomego i dojrzałego człowieka i muzyka. Tradycyjnie sekcja CETi, czyli Mucek i Bartek stanowią o motoryce grupy, co tam dużo gadać – zawodowstwo. Zresztą bardzo fajnie nagrana jest perkusja. Jak już jebnie to konkret. No i 'Burza' – komplementy cisną mi się same na usta. Teraz zastanawiam się, czy wam o tym napisać, czy nie. Otóż. W kawałku “Song of the Desert”, sekunda 51 (mniej więcej) zdarzył się kapeli bok. Takiej kapeli – bok. Hm. Obracając to w żart opowiem anegdotę. Kiedyś słynny był taki film video z koncertu Claptona, który w całym występie tylko raz się pomylił, a dowcipny realizator dokleił mu w tym momencie dymek “Sorry!”. Myślę, iż CETi spokojnie może być polską odpowiedzią na Black Sabbath, Rainbow czy Deep Purple. Pomysłów na granie, jak słychać na płycie, muzykom nie brakuje.

Emanuel ("Metal Centre" 20.07.03)


Od kilku dobrych miesięcy czekałem na najnowszy album tego zespołu, no i w końcu się doczekałem.. Sytuacja w przypadku tego zespołu wygląda dosyć ciekawie, ponieważ choć Ceti jest zespołem który ma już swoje lata i kilka niezłych płyt na koncie to ja tak na poważnie zainteresowałem się nim zaledwie ponad pół roku temu. Jeśli chodzi o dokonania Grzegorza Kupczyka to zawsze były mi bliższe płyty Turbo ('Smak Ciszy', 'Dorosłe dzieci'), a Ceti zawsze pozostawał gdzieś w tyle. Uległo to jednak znacznej zmianie w dosyć charakterystycznym i pamiętnym dla mnie okresie, po którym Ceti stał się dla mnie prawdziwą czołówką krajowej muzyki. Teraz kiedy ukazał się najnowszy album tej grupy, myślę że wiele osób również przejrzy na oczy i odkryje prawdziwą perełkę jaką na polskiej scenie muzycznej jest zespół CETI! 'Shadow of the angel' stanowi 12 anglojęzycznych utwórów, które w całości stanowią album, który bez wątpienia można nazwać jednym z najlepszych heavy metalowych materiałów nagranych w Polsce! Doskonałe partie wokalne, przepiękne heavy metalowe melodie przeplatające się z agrysywnymi zagrywkami, a do tego podbudowany gitarowymi solówkami oraz partiami klawiszy znakomity klimat! Z jednej strony mamy charakterystyczne zagrywki zbliżone do Iron Maiden, a z drugiej rozbudowane aranżacje podchodzące pod dokonania Rhapsody, a wszystko to podpięte pod wypracowany już styl Ceti. Wiele z tych utworów poraża znakomitymi melodiami i drzemiącą w nich siłą, a tu najlepszym tego przykładem jest tytułowy 'Shadow of the nagel (Life And the Throne)'. Na płycie nie mogło również zabraknąć ballady z prawdziwego zdarzenia - 'The Body and blood' ('Ciało i krew') to utwór, wprost rozdzierający serce, szczególnie w jego polskiej wersji. Warto bowiem zaznaczyć że na płycie znalazły się także cztery utwory w polskich wersjach, co stanowi niewątpliwie dodatkowy plus. Płyta doskonała pod każdym względem, choć marzy mi się dodatkowe wydanie 'Shadow..' w polskiej wersji - w przypadku tego zespołu to jeszcze większa potęga!

Aragorn (Horna Magazine nr 12)


Dokładnie pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy słuchałem poprzedniej płyty CETI (wówczas jeszcze sygnowanej nazwą Grzegorz Kupczyk & CETI), nazwanej ,Demony Czasu". Płyta od razu mnie porwała - ot po prostu dobry, rzetelnie zagrany hard rock, jakiego coraz mniej w naszych czasach. Po premierze ,Demonów Czasu" Kupczyk znów związał się z Turbo,
a owocem tej współpracy była kontrowersyjna (bo bardzo nowoczesna) płyta ,Awatar". Teraz Grzegorz powraca z nowym albumem CETI i na szczęście uporczywie trzyma się tego, co robi najlepiej - czystego, rasowego hard rocka. ,Shadow Of The Angel" słucham z przyjemnością od miesiąca i wciąż z chęcią wracam do tej płyty. Dlaczego? Bo jest tu wszystko, co dla mnie
ważne w muzyce - niezłe gitarowe riffy, jakby żywcem wyjęte ze starej szkoły Rainbow i Deep Purple (,The Blind Man"), świetne klawisze (,Falcon's Flight", ,I Know"), są fajne, trochę patetyczne, ballady ("Raining Dream", "The Body And Blood"), no i w końcu jest ten ogień, który jest też na starych płytach Whitesnake, Dio czy Purple. Oczywiście ktoś może się krzywić na takie porównania, ale CETI ma swoich idoli, a słuchając ,Shadow Of The Angel" łatwo zorientować o kogo chodziÉ Jest też na tej płycie coś jeszcze - głos Grzegorza Kupczyka, który brzmi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie wierzycie? Wystarczy posłuchać
wieńczącej album ballady ,Ciało i Krew", którą wokalista zaśpiewał tylko z towarzyszeniem fortepianu. I od razu chciałbym uciszyć malkontentów - nie stawiam najwyższej noty dlatego, że moje nazwisko jest wymienione w podziękowaniach na ostatniej stronie okładki. Stawiam piątkę ponieważ to dobra płyta!

Darek Świtała 5 ("Metal Hammer" Lipiec ’03)


Przyznam szczerze, że bardzo spodobała mi się nowa płyta Ceti - "Shadow Of The Angel". Zaskoczyła mnie ona świeżością podejścia do nieco skostniałego ostatnio gatunku heavy/thrash, bo w takim właśnie zestawieniu widzę muzykę Ceti. No może na dokładkę duża porcja hard rock'a i starczy. Płyta ma przestrzenne i pełne "powietrza" brzmienie, może nie jakieś bardzo ciężkie, ale w tym wypadku lżejszy sound zdaje egzamin na medal. Prawdę mówiąc nie ma za bardzo na "Shadow Of The Angel" jakiś poważnych o których można pisać wypracowania. Nie dziwię się, bo cała muzyka została napisana przecież przez prawdziwych profesjonalistów i sprawdzone już firmy. Świetnym posunięciem było oddanie klawiszom i syntezatorom znaczącej roli. To właśnie gra Marihuany stwarza w 50% atmosferę tego krążka. Oczywiście reszta nie pozostaje dłużna. Album jest bardzo równy i naprawdę ciężko wychwycić jakieś najlepsze utwory. Jest to na pewno melodyjna i trochę, nie bójmy się powiedzieć, przebojowa płyta i dlatego też powinna się spodobać każdemu kto lubi cięższą muzykę. Na szczęście nie ma tu ani chwili na jakieś komercyjne badziewia. Wszystko stworzone zostało z pasją i wyraźnym zaangażowaniem. Dobrze, że "Shadow..." jest zróżnicowaną płytą. Koło mocnych utworów trafiają się też spokojniejsze, wręcz balladowe (przepiękny wyciskacz łez "The Body And Blood"). Wspomnę jeszcze o Kupczyku bo on jest chyba najjaśniejszym punktem na tym albumie. Cóż, jego śpiew jest zadziwiająco witalny i tryskający energią. Brawa za tak świetną formę! Dodatkowy plus za zamieszczenie 4 kawałków zaśpiewanych w języku polskim. Wyszły równie dobrze jak angielskie oryginały. Sądzę, że Ceti nagrał muzykę, którą powinien usłyszeć każdy, nawet fan black'u, nawet death'u, bo "Shadow..." to muzyka świetna i broniąca się sama a z tym jakoś na oficjalnej polskiej scenie różnie.

TOM ("NBC" Ocena 9/10)


Krytykować coś nie jest łatwo, ale równie ciężko jest coś komplementować, bo od razu znajdą się tacy, którzy powiedzą, że to na pewno po znajomości i na pewno recenzent niejednego kielicha wychylił z artystą i z tego powodu nic złego o nim nie napisze, bo nie chce stracić współbiesiadnika. Ryzyko trzeba jednak podjąć, jeśli chce się zachować wiarygodność. Akurat z Grzegorzem Kupczykiem nie zdarzyło mi się wychylić kielicha, ale nie ukrywam, że radością bym to uczynił choćby po to, aby wyrazić mu swe uznanie za album "Shadow Of The Angel". Musiałbym się poważnie nagłowić, aby znaleźć na naszym zdominowanym przez miernych wykonawców rynku równie wartościową pozycję w tak zwanym klasycznym heavy metalu. Jak to często bywa, pewnie wartościowi muzycy/zespoły tworzą w zagrzybionych piwnicach i tylko czasami mamy okazję ich poznać. Ale po kolei. "Shadow Of The Angel" rozpoczyna 45-sekundowe intro "Beyond The Time", z delikatnymi wokalizami Marihuany, które płynnie przechodzi w spokojny początek "Treason", kompozycję, w której Grzegorz Kupczyk oprócz śpiewu zagrał na 12-strunowej gitarze. Dalsza część kompozycji jest już szybka. W zasadzie dwie pierwsze kompozycje, ta druga to "The Choice", wyznaczają kierunek, który CETI przyjęło na całym albumie. Ciekawy i czasem bardzo ciężki riff (np. "The Bilnd Man", "Song Of The Desert" z ładną orientalną partią na klawiszach), klawiszowe pasaże w tle, solówki "Burzy" (choćby "Destiny" z piękną "rozmową" z Marihuaną) no i oczywiście ten rozpoznawalny przez wszystkich wokal Grzegorza Kupczyka, co by nie powiedzieć, człowieka-instytucji polskiej sceny metalowej i hardrockowej (nie zapominajmy o jego współpracy z nieistniejącym już Non Iron). Zapewne znaleźli się tacy, którzy mieli obawy, co do udziału Petera z Vader w sesji nagraniowej "Shadow Of The Angel". Niepotrzebnie. Po raz kolejny okazało się, że jak spotkają się w studiu dwaj profesjonaliści to raczej nic złego z tego nie wyniknie. Kompozycja "Falcon's Flight" nic nie traci przed dodanie szorstkiego głosu Petera. Zresztą lider Vader na klasycznym heavy metalu się wychował, a to że dziś jest poważaną osobą w świecie death metalu, jak widać niczemu nie przeszkadza. Szkoda, że swoich partii na album nie mógł, z powodu wcześniejszych zobowiązań, nagrać Glenn Hughes. Jego duet z Kupczykiem mógłby być bardzo ciekawą propozycją. Nie wiem, jaki utwór został wybrany do promowania "Shadow Of The Angel", ale z pewnością w każdej stacji radiowej bez obaw o gwałtowny odpływ słuchaczy, można by prezentować piękną balladę "The Body And Blood", nagraną również jako bonus po polsku ("Ciało i krew). Podobną rolę mógłby z powodzeniem spełnić utwór "Raining Dream". Ale czy starczy radiowcom odwagi… Oby starczyło. Na pewno można by się czepiać, że CETI na "Shadow Of The Angel" nie wymyślił niczego nowego, że wszystko gdzieś już tam można było usłyszeć itd. Zgoda, mamy tu klasyczny heavy metal bez udziwnień, bez silenia się na oryginalność, na zaskoczenie słuchacza za wszelką cenę. Ale Kupczyk zjadł zęby na tej muzyce i doskonale wie, czego chce i co najważniejsze, wie jak to osiągnąć. Zaskoczeniem za wszelką cenę można narazić się na śmieszność. Kupczyk z CETI nagrał więc płytę, którą bez cienia wstydu może prezentować na Zachodzie i która ma szanse się tam obronić, jeśli tylko znajdą się tacy, którzy odważą się w zespół zainwestować. Wiadomo, że CETI ma grać na Zachodzie koncerty. Osobiście będę trzymał za nich kciuki. Po tak dobrym albumie nasuwa się tylko pytanie, co będzie na kolejnym? Poczekamy, zobaczymy. Z obowiązku podaję, że 12 kompozycji plus cztery bonusy nagrano w Art. Sound Studio w Pile. Za brzmienie odpowiadają Grzegorz Kupczyk i Artur Szałowski. Steve Adams, znany z grupy Mirage, nagrał partie swojej gitary do kompozycji "Time To Fly" nagrał w studiu Screaming Cat w Kalifornii. Oprawę graficzną wykonał uznany także poza Polską Jacek Wiśniewski.

Interia.pl


Nie spodziewałem się, że szumne zapowiedzi ogłaszające wszem i wobec pojawienie się najlepszego albumu CETI a i jednego z najlepszych w Polsce okażą się prawdą... Owszem, liczyłem na niezły krążek, mając w pamięci ich wcześniejsze dokonania, ale w najbardziej optymistycznych założeniach nie przypuszczałem, że będzie to AŻ tak dobry album ! Tymczasem CETI po latach grania, walki o swoje z rekinami ( i płotkami ) naszego pożal się Boże ''show businessu'' , płytach świetnych, dobrych i takich sobie rzeczywiście nagrali dzieło skończone i w wielu fragmentach przewyższające ukochaną przez fanów ''Lamiastratę''.

''Shadow Of The Angel'' to powrót do klasycznego heavy metalu, ze słyszalnymi wpływami starego, dobrego hard rocka. Rzeczywiście nie mieliśmy w Polsce od lat takiej płyty, tak udanie łączącej stare z nowym i to bez loopów, scratchingu, automatów perkusyjnych czy rapu. Klasyka w czystej postaci oparta na niewiarygodnym poziomie muzyków i wspaniałym, pełnym pasji śpiewie Grzegorza Kupczyka. Jak dla mnie jest to najlepiej zaśpiewany materiał w całej jego karierze. Wokalnie wspiera go w chórkach Maria, kilkakrotnie wykonując też solowe partie wokalne.

Muzycznie ''Shadow...'' jest albumem tak bogatym i zróżnicowanym, że nie wystarczy nawet kilkanaście przesłuchań by poznać jego wszystkie smaczki i aspekty. W tych dwunastu kompozycjach dzieje się tyle, że bez żadnego problemu można solówkami i przejściami wzbogacić drugie tyle utworów.

Porównania do Savatage i Dio są jak najbardziej uzasadnione, ja dorzuciłbym jeszcze na przykład Rainbow z wczesnego okresu czy Malmsteena.

Dodatkowo mamy na dysku cztery utwory z polskimi wokalami, a gościnny udział Steve Adamsa z Mirage i Petera z Vader powinien zachęcić wszystkich niezdecydowanych bądź niezorientowanych do kupienia tej płyty. Fanów Turbo i CETI przekonywać zapewne nie muszę... Płyta roku bez dwóch zdań !

Wojtek Chamryk ("Metal Heart")


Grzegorz Kupczyk jest niezniszczalny. Niezmiennie od dwudziestu lat nagrywa kolejne materiały, ale z upływającego czasu bezczelnie sobie kpi. I nie jest to komplement, wokalista zupełnie ignoruje bowiem wszystko, co na przestrzeni ostatnich dwóch dekad wydarzyło się w świecie ciężkiego rocka. Nie, nie wymagam od niego, by naśladował Korn czy Meshuggah, ale – jak pragnę zdrowia – tradycyjny heavy metal czy też power metal wyczerpał swoją formułę w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych i powielanie tych schematów jest dziś po prostu niesmaczne. Co gorsza, jedyne atuty, jakimi mogłaby wyróżniać się ta muzyka – mam na myśli atrakcyjną melodykę i spontaniczną energię – nie są na “Shadow of the Angel” w ogóle eksponowane. Bo jeśli o energii mowa, to nowym utworom Ceti bliżej do pop rocka aniżeli do jakiejkolwiek z odmian metalu, czemu z pewnością nie pomaga dziwnie płaska produkcja albumu. “Natchnione”, przeciągłe partie wokalne opierają się na dość koślawo budowanych liniach melodycznych i nie udowadniają niczego, poza tym tylko, że Kupczyk jest technicznie dobrym wokalistą. Zespół na domiar złego konsekwentnie czerpie z możliwie najbardziej infantylnych źródeł inspiracji, inkorporując do tej heavy papki elementy właściwe rockowi gotyckiemu: rozmiękczające brzmienie, obezwładniające banałem partie klawiszowe oraz sopranowe zaśpiewy Marihuany. Obrazu klęski dopełniają grafomańskie teksty. I w niczym nie pomagają polskojęzyczne wersje czterech utworów ani gościnny udział Petera z Vader w jednym z utworów. Album jest dystrybuowany także na terytorium Niemiec i znając nieobliczalność tamtejszej publiczności może odnieść tam choćby umiarkowany sukces, ale jak świadczy to o kondycji polskiego rocka? Kto tego słucha?!

Krzywy (Impedent.pl)


Pisanie recenzji płyt długi czas po ich ukazaniu się na rynku jest zwykle rzeczą trudną, bo jak tu nie sugerować się powstałymi już wcześniej recenzjami? W przypadku ostatniego jak dotąd albumu Ceti jest to sprawa o tyle łatwa, że ten krążek nie może się po prostu nie podobać. Grzesiek ma absolutną rację mówiąc, że jest to jak do tej pory płyta jego życia, a pamiętać musimy, że ten pan maczał palce w powstaniu np. kultowej „Kawalerii Szatana”! Od pierwszych taktów „Shadow Of The Angel” rzuca na kolana brzmieniem, które mimo, iż jest niezwykle czyste i monumentalne, cały czas kipi hard rockową energią. Duża w tym zasługa Burzy, który partiami gitar wprowadza niesamowity ładunek energii w kompozycje. Jednak z drugiej strony te przepiękne, leniwe pasaże na klawiszach sprawiają, że zespół ma swój charakterystyczny sound. Główną siłą napędową albumu są jednak wokale. Na płycie perfekcyjnie słychać ile znaczy posiadanie wykształcenia muzycznego. Głos Grześka jak już wspomniałem brzmi piekielnie mocno, ale tez Marihuana wreszcie pokazała, że dysponuje równie dobrym wokalizami. 
O „Shadow Of The Angel” powiedziano już dużo. Chyba nie ma periodyku, radia czy portalu internetowego zajmującego się ciężką muzyką, w którym nie byłoby wzmianki o tej produkcji. Nie będę ukrywał, że się temu nie dziwię, bo takiej klasy hard rocka nikt jeszcze w Polsce nie wykonywał. Płyta moim zdaniem posiada tylko jeden minus. Jest nim okładka, ale to już na jej ocenę wpłynąć nie ma prawa.

FATMAN Ocena: 10/10