"Czarna róża"

"Popcorn" | "Rock & Roll"

Często zdarza się, że bardzo dobrzy muzycy nagrywają album pełen zapierających dech w piersiach popisów solowych, dobrych kompozycji i aranżacji. Jednak po pierwszym przesłuchaniu materiału okazuje się, że świetnie zagranej muzyce brakuje "duszy”.  Tak właśnie stało się w przypadku nowego zespołu G. Kupczyka.

Zamierzony przekaz ginie w natłoku ogranych już patentów, typowych dla hard rocka. Kiczowate teksty w połączeniu z wtórną muzyką dają dość nieciekawy efekt. Nie wykluczone jednak, że numery z albumu „Czarna róża” sprawdzą się na koncertach.

Autor: Tomasz MAJEWSKI


Debiut zespołu CETI, firmowanego jako projekt solowa Grzegorza Kupczyka, muszę uznać za udany i stojący na przyzwoitym poziomie. Widać byłemu śpiewakowi Turbo zachciało się wrócić do nieco lżejszych klimatów, niż to, co pod koniec lat '80 grało Turbo, gdyż muzyka zawarta na "Czarnej Róży", to według mnie coś pomiędzy "Dorosłymi Dziećmi" a "Smakiem Ciszy" (ze wskazaniem na druga płytę).

Jak to zazwyczaj bywa, najlepiej prezentuje się początek - bardzo przebojowe i dynamiczne 3 killery ("Bieg Straceńców", "C.E.T.I'a" i "Samotna Tancerka") powinny spokojnie być puszczane w radio, co by rozkochana w Kornie (bleee...) gówniarzeria mogła zobaczyć jak powinno się grać rockowo i chwytliwie zarazem! "Ogień i Łzy"... Hmmm... Podoba mi się ten numer! Jest i spokojnie, i ciężko - jednym słowem bardzo przyzwoicie ;) "Sztylet" jest właściwie powrotem do początku płyty - bardzo fajny riff, dynamika i precyzja, a nad wszystkim pakuje wokal Grześka. Z kolei "Brama Tęczy" ma chyba ciut zbyt rozwlekłe intro, bo właściwy kawałek zaczyna się gdzieś tak dopiero po 3 minucie... Kawałek jest bardzo sympatyczny, tylko gdyby nie to pitolenie na początku... "Prawo Pięści" kojarzy mi się z niektórymi kawałkami Van Halen, albo Europe. Bardzo fajnie, bo to w końcu fajne grupy, a porównanie wychodzi raczej z podobnej gry klawiszy w tym kawałku! No i jako numer 8 ("Na Progu Serca") mamy w końcu spokojny kawałek, choć przesterowane gitary pełnią w nim wiodąca rolę. Ale dzięki temu, numer zyskał głębi i charakteru, a o to przecież w takiej muzyce chodzi. "Ściana Płaczu" z kolei to powrót do klimatu pierwszych utworów z "Róży". I dobrze, bo dzięki temu Grzesiek rewelacyjnie wyważył emocje na albumie! Za to anglojęzyczne "Like An Eagle" i "Holidays In Agrigento" (z tekstami Marka Zgaińskiego) wydają mi się zbyt rozlazłe i wciśnięte na album na siłę. Ten pierwszy robi co prawda lepsze wrażenie, ale słyszałem już lepsze ballady w wykonaniu CETI.

Album zamyka akustyczny "Błazen" zwieńczony deklamacja naprawdę błazeńskiego tekstu. Dziwny to debiut, bo nagrany przez weteranów... Ale, jak na "debiut" wypada bardzo fajnie, a przede wszystkim rockowo ;)

Autor: DUBAN

WSTECZ